Kedarnath dasa napisał(a):
Pamietam, jak mieszkalem w KBMandir, byl pewien bhakta, ktory zdejmowal nitke jak wchodzil pod prysznic

. Przerzucal ja przez drzwi kabiny, jak gamche
Byl tez slodki Maha Simha

ten to byl model - raz zgubil swoje nici, gdy intonowal wieczorem swoje gayatri japa. Bylo to jeszcze w czasach, gdy Gaur-Nitai mieli swoj pokoj w tym starym budynku w Mysiadle. Siedzialem w asramie, na pietrze. Nagle wpada Maha Simha (to byla pora dnia, kiedy mial serwis na oltarzu) i z wielkimi oczami

wola, ze zgubil swoje upavita !

Mowil, ze usiadl przed oltarzem, zaczal intonowac, potem wstal i nici juz na nim nie bylo !

Poszedlem z nim na dol, do pokoju Bostw - na srodku podlogi lezala poducha, na ktorej Maha Simha medytowal, a dookola niej zgrabnie ulozone swiete nici tego biedaka.

No to zuch ,ten Mahasimha,ale ja rowniez miałem okazje go poznac w Wa-wie i potwierdzam ze jemu mogło sie to przytrafic.
Modlic sie trzeba by nie zapomniał oddychac bo jeszcze by sie biedaczysko udusił.

A ostatnio gdy Kryszna Mohan pr był u mnie,opowiadal,jak jeden z warszawskich poojarich poszedł połozyc Bostwa spac i pozniej przysiadł by wyintonowac na ołtarzu gayatri,wpadł w takie samadhi ze rano drugi poojari znalazł go spiącego na pdlodze ołtarza

To sie nazywa poufna relacja z Bogiem
