Nikita napisał(a):
Czy te slowa, ktore wlozyles w usta mojego mistrza to sa jego slowa? Nie slyszalam aby tak mowil. On nie mowi , ze jestesmy bogiem .
To dziwne, że po 17 latach praktyki nie usłyszałaś jeszcze ostatecznej siddhanty jego impersonalnych nauk. Tak, to są jego słowa, skopiowane z oficjalnej strony Art of Living, i taka jest ostateczna konkluzja i cel jego nauk, jak zresztą każdego innego mayavadi, chociaż opakowują to zgrabnie w "czynienie dobra", i "spokój umysłu", bo tak naiwni ludzie, szczególnie z Zachodu, wyobrażają sobie duchowość, i za taką też zapłacą składki.
Skoro w/g niego, jest on Bogiem, i każdy z nas jest Bogiem, to nie powinno być problemu z niespokojnym umysłem, oraz nie ma potrzeby czynienia wysiłków, aby uzyskać spokój umysłu przez zdrowe oddychanie. Skoro jest "oświeconym bogiem" to chyba powinien być w stanie uczynić pokój na świecie w przeciągu ułamka sekundy, a co tu dopiero mówić mówić o uspokojeniu swojego umysłu i umysłów innych ludzi. Dlaczego więc tego nie zrobi?
Wygląda na to, że chyba musi być jakiś problem z tym "byciem Bogiem", bo umysł "Boga" jest nadal niespokojny, pomimo oddychania, i nadal ma "swędzącą" go jaźń i ego, które musi być usunięte, aby zrozumiał wreszcie, że jest Bogiem - taki impersonalnym Bogiem, nie-osobą, bez ego, czyli bez jaźni, bez pragnień, bez uczuć... Tam to dopiero można sobie poszaleć na całego!
Następnym pytanie dotyczy tego, kto będzie podmiotem doświadczenia tej "szczęśliwej boskości" po oświeceniu , czyli po uzmysłowieniu sobie, że jest się Bogiem, skoro nie będzie już tam istniało pojęcie "ja" i "Ty", czyli nie będzie nikogo, kto mógłby doświadczać szczęścia i dzielić się nim z innymi? Ponadto, obecnie, to iluzja musi okrywać świadomość Boga, który w tej chwili nie wie, że jest Bogiem, i musi cierpieć. Skoro jednak iluzja jest silniejsza od Boga, to nie może być on Bogiem, a więc ponownie powstaje pytanie, kim jestem? Jeżeli jednak to okrycie siebie iluzją, jest jedynie
lila, rozrywką Boga, to w jaki sposób wyjaśnić, że wybrał on cierpienie w w kole samsary, czyli narodzin, chorób, starości, śmierci, wojen, i wszystkich innych okropności, zamiast "okryć" się szczęśliwą iluzją? Wątpliwości wiele, i osobiście wątpię, aby uregulowane oddychanie i mówienie o pokoju na świecie je rozwiało.
Kryszna mówi w Bhagawad-gicie kto jest Bogiem, a kto nie. Warto poczytać, i to z komentarzami Śrila Prabhupada, osoby, która ma bezpośrednie towarzystwo Boga, a nie jedynie towarzystwo i wymysły swojego "niespokojnego umysłu" i "ego", które podobno trzeba okiełznać, po czym odrzucić, aby poczuć się naprawdę, tak już pełną gębą, Kryszną, czyli samym Bogiem.
Nikita napisał(a):
Tu nie chodzi o rozplyniecie sie w oceanie i braku indywidualnosci...to jest czesto zle rozumiane. On mowi, ze to co sie rozplynie to nasze ego , nasz niespokojny umysl...a zostanie prawdziwe JA, czyli jazn.
Nie ma czegoś takiego, jak jaźń bez ego, bo taką charakterystykę posiada jedynie apara-prakriti, martwa materia. W chorobliwym, uwarunkowanym stanie materialnej egzystencji dusza utożsamia się z ahankarą,
fałszywym ego, czyli tożsamością opartą na tymczasowym ciele i stanie umysłu, w zapomnieniu o Bogu. Natomiast, dusza ma swe czyste ego, jako wieczny sługa Kryszny. Tego typu nauki i filozoficzny miszmasz zabiera duszy jej najcenniejszy skarb, którym jest służba dla Boga, pełniona z powodu transcendentalnej do Niego miłości.
Nikita napisał(a):
...ale moj mistrz nie mowi, ze po oswieceniu dusza indywidualna rozplynie sie w oceanie i zniknie...nie absolutnie nie....dusza bedzie nadal indywidualna dusza ale pozbawiona swojego ego i niespokojnego umyslu....tylko to zniknie...a niektorzy sa tak przywiazani do swojego umyslu i ego, ze mysla, ze nim sa...a to nie prawda...my to nasza jazn, ukryta pod ego i za umyslem....dlatego juz teraz dobrze jest nie identyfikowac sie ze swoim cialem, umyslem i zmiennymi uczuciami...to wsyzstko jest zmienne a tylko nasza jazn jest prawdziwa..jest wiecznym swiadkiem i obserwatorem...
Niestety, Twoje zrozumienie konkluzji jego nauk, różni się, od bardzo jasnym w swym przekazie, przytoczonych przeze mnie cytatów. Zgodnie z Bhagawad-gitą 13.23 wiecznym świadkiem i obserwatorem (upadraszta) jest jedynie Paramatma, czyli wszechprzenikający, i jednocześnie zlokalizowany w sercu każdej żywej istoty aspekt Osobowej Prawdy Absolutnej. To jeszcze jedna aluzja do bycia przez dżiwę Bogiem, czemu zaprzeczają nauki Bhagawad-gity.
A można wiedzieć, tak z ciekawości, co dusza robi po wyzwoleniu, oprócz bycia "świadkiem i obserwatorem", czyli Bogiem? Nie jest to nudne, takie wieczne siedzenie niczym w "kinie", angażując świadomość w marzenia o wcieleniu się w życie i czynności innych, uwarunkowanych materialnie żywych istot, podobnie jak robi to nawiedzający kogoś i niespokojny duch, który nie mając ciała, cierpi męki obserwując innych ludzi, nie mogąc przy tym zaangażować swoich zmysłów w kontakt z obiektami zmysłów?