Brajasundari napisał(a):
A co do "rozkazów"- w tych aśramach które sa dobrze zorganizowane nie ma kwestii poczucia, ze ktos tobą komenderuje. Tak samo jak kiedy ktos np. ma dzieci, nikt mu nie musi kazac ich nakarmić czy kupic im ubranie, ale życzliwa ciocia moze udzielic dobrych rad. Grupa ludzi zajmujaca sie pewnym projektem ma pewien podział obowiązków i zwykle kogos kto czuwa nad płynna ich realizacja. Nie ma kwestii przymusu w takiej sytuacji
Ja mieszkałem kilkanaście lat w wielu różnych aśramach.
Z ręką na sercu powiedzieć mogę, że takie życie w towarzystwie zaaferowanych służbą oddania Wielbicieli jest wspaniałe. Prawie że Vaikuntha.
Pomimo tego faktu, przez te wszystkie lata doświadczyłem całą masę przykrości wynikających w prostej linii z wszelkiego rodzaju intryg, których niewyczerpanym źródłem byli najczęściej niekwalifikowani prezydenci świątyń. Starsi bhaktowie pamiętają, było kilku takich orłów w polskiej Yatrze. Robili ostrą politykę, temperowali bhaktów i wciągali ich w intrygi. Z tego też powodu, czasami nie chciałem wracać z sankirtanu do świątyni i zamiast raz na tydzień, przyjeżdżałem raz na dwa tygodnie. Pamiętam, podobnie postępowali także inni bhaktowie sankirtanu. Na przykład we Wrocławiu, jeśli Wielbiciele wracający z ulicznej dystrybucji zobaczyli, że przed świątynią stoi samochód prezydenta, to pomimo zmęczenia i głodu woleli posiedzieć jeszcze jakiś czas na ławce gdzieś w parku i spokojnie poczytać książki Śrila Prabhupada, aż do czasu odjazdu prezydenta.
A co najgorsze, prezydenci świątyń zawsze wspierani byli przez odwiedzających nas od czasu do czasu sanyasinów i GBC. A tym ostatnim nigdy nie chciało się głębiej wniknąć w problem, a jeśli już, to zdarzały się przypadki ich okłamywania i przekręcania faktów. To był jeden z głównych powodów, dlaczego w przeszłości tak wielu bhaktów odsunęło się od procesu Świadomości Kryszny lub całkowicie go porzuciło.
Śrila Prabhupada powiedział, że najlepszym zarządzającym jest najlepszy nauczający. Miałem przyjemność doświadczyć obu tych opcji.