Auttareya napisał(a):
Damian907 napisał(a):
To o czym ja mówię to przerwanie samsary oraz uwolnienie się od koncepcji
tego iż jesteśmy jakąś osobą, która ewentualnie mogłaby cierpieć.
Co (jak wierzę) prowadzi do doświadczenia absolutnej Jedności.
A czy poza tym stanem jest świadomość Kryszny, czy też nie - tego nie wiem.
Wg mnie jeśli naprawdę istnieje, to powinna "ujawnić się" spontanicznie.
A kto pyta?
Dobre Prabhuji!

Damianie, podkreślony fragment jest o tyle ważny, że kryje się w nim, niezbyt racjonalne założenie, że poczucie własnej tożsamości, czyli bycie osobą, jest przyczyną cierpienia, a nie świadome i niewłaściwe wybory indywidualnej osoby, na bazie fałszywej tożsamości. Stąd rodzi się strach przed wszelką formą i jej cechami, a w tym i przed własną oraz Boga indywidualnością, czyniąc z nas impersonalistów lub wojdystów (zwolenników "pustki", jak np. buddyści). Jednakże, sama negacja materialnych form i cech, nie tworzy pozytywnego aspektu życia duchowego, a tym samym, nie dostarcza wiecznego szczęścia, które jest cechą duszy.
Istnieją także formy duchowe, stojące poza ograniczeniami narzuconymi przez materialny czas i 3 materialne
guny: dobroć, pasję i ignorancję. W świecie duchowych istnieje pełna, transcendentalna różnorodność form, czynności i cech, a jak to mówią "różnorodność jest matką wszelkiej przyjemności". Ponieważ jest to sfera absolutna, czyli niedualna, nie ma tam rozróżnień na ciało i duszę, czy nazwę i przedmiot, które są ze sobą tożsame, i zawsze świadome. Podobnie, każdy ze zmysłów jest w stanie pełnić wszystkie funkcje innych zmysłów. To jest dopiero absolutna wolność duchowych form, cech i czynności, gdzie nie istnieją żadne materialne ograniczenia!

Odnośnie irracjonalności pragnienia unicestwienia własnej indywidualności, w imię wyzwolenia się z cierpienia, to rozważmy następującą analogię. Pewien człowiek podjął świadomą decyzję, aby rytmicznie i gwałtownie uderzać twarzą w krawędź stołu, sądząc, że sprawi mu to przyjemność (np. usłyszał o tym od kolegi z pracy

). Kiedy poczuł ból, to zadał sobie pytanie, co jest przyczyną jego cierpienia. Czy jest nią istnienie twarzy/zmysłów, czy jego świadoma, ale niemądra decyzja o uderzaniu twarzą w stół?
Chyba wszyscy zgodzimy się z tym, że to świadoma decyzja tej osoby przysparza jej tak wielkiego bólu, a nie sam fakt istnienia jej twarzy, która z jakichś, bliżej nie wyjaśnionych powodów, obija się o krawędź stołu, nieprawdaż? Moc zmiany pragnień, czyli świadomości osoby, leży więc w indywidualnej osobie, która ostatecznie jest wieczną duszą. Świadomość może się więc zmieniać, ale będąca jej źródłem osoba/dusza pozostaje niezmienna (
sat), i zawsze ma poczucie własnej tożsamości, niezależnie od tego, czy ma dobrą, czy złą świadomość.
Jednak ktoś przekonany, że to jego twarz/zmysły jest źródłem problemu, może dojść do irracjonalnego wniosku, że tylko samobójstwo może zatrzymać dalsze cierpienie, bo pozbędziemy się wtedy przyczyny cierpienia, czyli osoby, podczas gdy wystarczyłoby przecież, przestać wybijać sobie zęby i zaangażować swój czas w przyjemniejszy sposób. Innymi słowy, wystarczyłoby zmienić pragnienie, czyli świadomość.
W momencie zmiany świadomości, z powodu podjęcia mądrzejszych wyborów, cierpienie automatycznie ustanie, bez potrzeby odbierania sobie życia, czy negacji własnej jaźni, czyż nie tak? Jak widać z powyższego przykładu, ta osoba wini za cierpienie, swoje "ja", czyli samą esencję swojej egzystencji, a nie zaledwie atrybut tej egzystencji - swoją świadomość, objawiającą się w błędności wyboru.
Przyczyną cierpienia jest utożsamianie się z materią i niewiedza na temat własnej, wiecznej, pełnej wiedzy i szczęścia duchowej tożsamości, jako sługi Boga. Rezultatem tego jest angażowanie fałszywego "ja", w czynności przynoszące materialne, tymczasowe rezultaty, czyli przyjemność i ból. To wyłącznie karma, czyli nasze działanie w oparciu o niewiedzę przynosi cierpienie. Wystarczy jednak zmienić karmę z materialnej na duchową (Kryszna-karma), czyli zacząć działać dla przyjemności Kryszny, a wyeliminujemy nie tylko źródło naszego cierpienia, ale i doznamy, zupełnie nowego uczucia duchowego szczęścia, nieodłącznie towarzyszącego atmie, w jej kontaktach z Najwyższym Panem.
Aby przestać cierpieć, nie trzeba więc unicestwiać swego "ja", ale wystarczy porzucić koncepcję fałszywego "ja" i zaangażować prawdziwe "ja", duszę, w transcendentalną służbę oddania dla Kryszny. Decyzja o służeniu Bogu, czyli o zmianie świadomości z materialnej na duchową, usunie z czasem przykrywę naszej fałszywej tożsamości i uporczywą mentalność, aby w imię iluzorycznego szczęścia, przysparzać sobie jedynie cierpienia.
Mam nadzieję, że przybliżyło Ci to trochę nasz punkt widzenia. Pozdrawiam Damianie i Hare Kryszna.
