|
A2 napisał: "Byc moze tacy wielcy ludzie o takim szacunku i autorytecie jak Prbhupada i Bhaktivinoda mogli sobie pozwolic na uzywanie takich mocnych slow w okreslonym przypadku ale jakis tam bh.albercik nawet jesli sie na nich powoluje jest za cienki i po prostu naiwny jesli mysli ze jego cieniutki pisk wywrze jakikolwiek skutek poza niesmakiem. trzeba byc najpierw autorytetem zeby nauczac. Lepiej niech stanie na rogu i z usmiechem pokornie sprzedaje ksiazki (milczac oczywiscie)."
Szczerze powiedziawszy, teraz nie rozumiem o co ci chodzi w tej dyskusji o buddyzmie i wisznuizmie. Pamiętam ciebie jeszcze z czasów, gdy sam nauczałeś Świadomości Kryszny. Czy nie pamiętasz jaka jest różnica pomiędzy bhakti, a jnana ? W swojej wiadomości odniosłem się, po przeczytaniu waszej dyskusji, do stwierdzeń o "obrazach": wisznuici obrażają podobno buddystów, ci zaś bronią się przed określaniem ich, i nie tylko ich, bo wszystkich impersonalistów, różnymi epitetami. Naszła mnie wówczas taka ogólna refleksja z którą się podzieliłem na temat używania w Świadomości Kryszny mocnych określeń. Chodzi o zrozumienie, dlaczego wisznuici tak postrzegają buddyzm, impersonalistów, czy ateistów. Nikt, w tym również ja, bo przecież wielu moich przyjaciół to buddyści tybetańscy i zen, a ostatnio miałem okazję być w Dharmaśali, nie chce obrażać poszczególnych osób, które nazywają siebie buddystami. Rozmowa z nimi jest zdecydowanie łatwiejsza, a czasami się ścieramy, niż w tej chwili z tobą, bo bardziej dbasz teraz o określenia i epitety niż argumenty. Istotne jest to, że dla bhakty buddyzm nie jest pełny. Buddyzm zawiera się w bhakti, ale bhakti nie zawiera się w buddyzmie. Buddyści czasami mówią o pustce, a czasami nie, co dla nich nie ma oczywiście żadnego znaczenia. Jeden z buddystów zen stwierdził, że pustka zawiera w sobie wszystko: niebo, drzewa, ogrody, ludzi, zwierzęta, wodę itd W porządku, ale nawet w tym przypadku, panteistycznie rzecz ujmując, to nie jest bhakti. Bhakti to zakochanie w Osobowym Bogu, Śri Krysznie. Jestem ja i jest On i wymieniamy uczucia. Tego się uczymy w bhakti jodze. Budda mówił, jak wieść głosi, że aby pozbyć się cierpienia należy pozbyć się pragnień. Dokładnie o tym mówi Kryszna w Bhagawadgicie: pozbądź się materialnych pragnień, wznieś się ponad przyjemność i nieprzyjemność. Od tego zaczyna się ścieżka duchowa. Słowo nirwana pojawia się także w Bhagawadgicie. Praktyki buddyjskie tak naprawdę nie różnią się od jogicznych. Medytacja, pudźa w buddyzmie tybetańskim, oddawanie pokłonów (np często 108), intonowanie na koralach om mani padme hum, co de facto jest mantrą do Pana Wisznu, obracanie młynków w których jest zapisana ta mantra ( sam mam taki) itd Jest dosyć powszechną praktyką w ścieżkach impersonalistycznych, że muszą zacząć od oddania. Muszą się skupić na czymś konkretnym. Krótko mówiąc zależą od bhakti, jednak ze względu na motywacje, niezrozumienie czystej bhakti i pragnienie nastrojów mistycznych, ta bhakti jest "schowana", stoi z tyłu za jnaną (poznanie, mistycyzm, gnoza) i vairagyą (pokuta, wyrzeczenie, asceza). Dobrze to opisuje Wiśwanatha Czakrawarti w Madhurya Kadambini. Jnana i karma zależą od bhakti, a ona sama, od nich nie zależy. Proszę przeczytaj Dhammapadę, Bhagawadgitę Taka Jaką Jest, Madhurya Kadambini i jakąś książkę o buddyzmie zen, a zobaczysz zupełnie różne nastroje i dążenia. Bhakta nie jest zainteresowany jnaną i karmą. Czy jest w tym coś trudnego, by pojąć ?
_________________ wierzę w las, wierzę w łąkę i noc w czasie której rośnie zboże (Thoreau)
|