Rameśvar das napisał(a):
Hare Kryszna, drodzy bhaktowie proszę o pomoc w zrozumieniu takiej kwestii. W książce "Niepodzielne" Ken Wilber stawia 2 tezy:
• Ostateczna tajemnica metafizyczna brzmi: wszechświat nie jest podzielony granicami (w całym kosmosie nie istnieją żadne granice, oddzielające od siebie przedmioty lub zdarzenia).
• Granice to złudzenia, wytwory nie samej rzeczywistości, lecz naszego sposobu jej odbierania i interpretacji .
Jak to rozumieć z punktu widzenia filozofii gaudija waisznawa? Jest w tym prawda?
Brzmi to niczym impersonalism. Zgodnie z filozofią Gaudiya Waisznawizmu istnieją ontologiczne "granice" w metafizyce. Te "granice" to różność i jednoczesna tożsamość
jiva-tattvy i
visnu-tattvy. Te dwie formy bytu, posiadają zarówno świadomą indywidualność, formę, jak też i cechy oraz czynności. A wszystko to na planie metafizycznym, odrębnym od fizycznej i subtelnej psychicznej materii, w formie umysłu, inteligencji i fałszywego ego. Te dwie tattvy oddzielone są też, od nieświadomej materii -
prakriti-tattva.
Na duchowym planie, nie ma materialnych granic (w formie dualizmów) i dlatego różnorodność duchowych planet
Vaikuntha jest zawsze
sat-cit-ananda, posiada wieczną, pełną wiedzy i duchowego szczęścia naturę. Nie ma tam wpływu trzech gun i materialnego czasu, będącego przyczyną ciągłych zmian, w formie stworzenia, utrzymania i zniszczenia. Bez objawiającej łaski Śri Caitanyi Mahaprabhu nie jest możliwe czysto intelektualne zrozumienia wiedzy o tattvach, czyli o fundementalnych ontologicznych prawdach, ukazującej swoją pełnię w filozofii
acintya-bhedabheda-tattva, oraz prawdziwe zrozumienie Absolutu, opierające się na założeniu, że Kryszna różni się (
bheda) od
jiva-tattvy i
prakriti-tattvy, jednocześnie bedąc z nimi tożsamy (
abheda).
Z tego co wiem, na poglądy Wilbera miał duży wpływ Buddyzm. Nic więc dziwnego, że nie ma on żadnej wiedzy o
Bhagavanie,
jivie oraz o różnorodności transcendencji. To co pozostaje to materia postrzegana przez zmysły i umysł, co pozostawia wielkie pole do popisu "nowonarodzonym" intelektualistom, których umysły stanowią samą w sobie granicę ich poznania (
anumana), i gdzie zazwyczaj w końcu, uderzają oni głową w koncept ostatecznej "pustości" świata, lub są też powalani na kolana, oślepiającym blaskiem bezosobowej jedności wszystkiego.
Jeżeli chodzi o mnie, to wcale nie przemawia do mnie "metafizyczny" pogląd, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy mną, a tym co pozostawiam po sobie w ubikacji. A to właśnie między innymi, w swojej nieskończonej mądrości, stara się nam przekazać pan Wilber.

Gdybym mógł stać się jego kucharzem na choć jeden dzień, to być może miałbym jakąś tam szansę na praktyczne dowiedzenie mu błędności jego poglądów.

Ale z drugiej strony, to nie byłbym tego wcale taki pewny, bo przecież czego to ludzie nie robią, w imię podtrzymania wiarygodności ich światopoglądu, i aby nie stracić prestiżu zawodowego w oczach innych.
