Purnaprajna napisał(a):
Pavana Caitania napisał(a):
Główne niebezpieczeństwo zaś jakie widzę w poznawaniu wielu religii to brak praktykowania jakiekolwiek:) Że możne się skończyć na wersji intelektualno-poznawczej a nie na praktyczno- realizacji - miłości Boga i do Boga. - bo o to chodzi przecież.
Zgadzam się z Tobą Prabhu. Praktyka, i to poprawna, stanowi bardzo ważny punkt.
Zastanawiam się też, co w swej nikłości jest lepsze, silny pociąg do intelektualnego poznawania różnych tradycji religijnych, bez jakiegokolwiek pragnienia praktyki religii, czy praktyka religijnego rytuału, którego istota, w umysłach wielu, często sprowadza się do karpia na "Boże Narodzenie" i białej kiełbasy na Wielkanoc, będąc pozbawionym pragnienia głębszego wniknięcia w esencję nauk własnej religii oraz sensu i celu praktykowanych rytuałów? Można by to chyba przyrównać do problemu "umysłowej spekulacji kontra fanatyzmu religijnego", o którym mówił Śrila Prabhupada.
Ciekawą ścieżkę swoich doświadczeń z religiami opisał Pavana Caitania i na koniec bardzo ważny punkt dotyczący praktyki. Punkt dotyczący praktykowania tego, co zaleca religia.
Poniekąd zgadzam się z Purnaprają w temacie dylematu "umysłowej spekulacji kontra fanatyzmu religijnego" na przykładzie karpia na "Boże Narodzenie" i białej kiełbasy na Wielkanoc.
Zadałeś Prabhu przy tej okazji ciekawe pytanie czy w takim "ucztowaniu" jest miejsce na 'pragnienie głębszego wniknięcia w sens własnej religii'.
Mogę na własnym przykładzie podać, że przez 18 lat byłem uczestnikiem takiego "ucztowania". Wielokrotnie zadawałem sobie pytanie po co to wszystko? Ale w ówczesna sytuacja nie dawała odpowiedzi. Dlatego poważnie skupiłem się na praktyce. Oczywiście praktyka była na takim poziomie, na jakim poziomie religia.
I tak na pierwszej komunii obiecałem co niedziele do kościoła chodzić - no i co niedziela do kościoła chodziłem.
Obiecałem do 18 roku życia nie palić papierosów i nie pić alkoholu - no i nie paliłem i nie piłem choć otaczający znajomi praktykowali odmienną filozofię

Obiecałem wieczorną modlitwę - no i co wieczór Ojcze Nasz odmawiałem.
Potem było bierzmowanie i informacje o kolejnych sakramentach (małżeństwa, kapłaństwa) Związane to było również z wstrzemięźliwością seksualną - no i nie angażowałem się.
Jednak zbliżała się ważna granica 18 lat i już widziałem siebie w sytuacji, gdzie nie łamiąc obietnic będę mógł spróbować palenia, picia i może zainteresuje się jakąś przyszłą żoną

"Niestety" skończyłem 18 lat i spotkałem bhaktów

Piszę "Niestety" bo plany "cieszenia się" nie zostały zrealizowane > ale w nagrodę pojawiły się odpowiedzi na zadawane sobie w młodości pytania: po co to wszystko.
Dlatego praktyka jest ważna, nawet jeśli "współplemieńcy" praktykę mają w nosie
