albert napisał(a):
Damian napisał:
Cytuj:
Wyjaśnienie jest bardzo proste: Posiadamy ludzkie ciało, z nim się (w jakimś stopniu) zwykle utożsamiamy, to jemu zawdzięczamy utożsamienie się z "ja". W końcu nawet jeśli tracimy świadomość na jakiś czas (np. śpiąc) to rano wstajemy i patrzymy na tą samą twarz.
Zastanów się nad tym, co napisałeś: kto się utożsamia i patrzy na tę samą twarz ? Kto się budzi i traci przytomność ? Dlaczego uznajemy, że to ta sama twarz i do tego moja ? Równie dobrze mogła by być kogoś innego skoro poprzednie wrażenie przeminęło ? Jeśli nie istnieje jaźń, zatem jesteśmy zlepkiem wrażeń np przytomności i nieprzytomności. Budząc się i zasypiając, budziłby się i zasypiał inny ktoś.
Tak uważam, ale oprócz tej relatywnej osoby (czy też fałszywego ego),
jest umysł który w swej naturze przypomina przestrzeń, nie ma granic,
smaku, zapachu, nie można dotknąć umysłu, ale to on jest Absolutem.
albert napisał(a):
Co jest podstawą wrażeń ? Buddyści pudgalawadowie uważali, że to pudgala (atman). Uznano ich za heretyków.
Są różne poziomy interpretacji, może Ich doktryna była (jest?) słuszna, może
to iluzja (fałszywego) ego. Ogólnie to mówi się iż stan oświecenia jest zarówno
poza "istnieniem" jak i "nieistnieniem" (przynajmniej tak jak nieoświecone
istoty rozumieją te pojęcia), ale nie jest nicością. Nie jest też opisywalny
słowami, a co za tym idzie mogą być różne interpretacje tych samych nauk.
To o czym ja mówię to przerwanie samsary oraz uwolnienie się od koncepcji
tego iż jesteśmy jakąś osobą, która ewentualnie mogłaby cierpieć.
Co (jak wierzę) prowadzi do doświadczenia absolutnej Jedności.
A czy poza tym stanem jest świadomość Kryszny, czy też nie - tego nie wiem.
Wg mnie jeśli naprawdę istnieje, to powinna "ujawnić się" spontanicznie.
albert napisał(a):
Zatem, nawet jeśli, jak pisałem, świadomość istnieje oddzielnie od osoby, to nic o tym nie wiemy i nie mamy sposobu na to, aby się dowiedzieć, bowiem zaczynamy i kończymy na doznaniu jaźni, to ona projektuje siebie jako nie-ja. W pewnym sensie impersonalizm to tylko wiara, a personalizm to codzienne doświadczenie.
W pewnym sensie tak, ale dlaczego ten personalizm jest dla Was tak cenny, dlaczego za wszelka cenę tego bronicie? Dla mnie to (prawdę mówiąc) forma ograniczenia, a nie wolności...