albert napisał(a):
Podobno niegdyś personaliści i impersonaliści w Indiach, buddyści i wisznuici itd siadali naprzeciw siebie i odbywały się dyskusje filozoficzne, pariszady. Pewnie rozchodzono się bez przekonania, ale także pewnie niektórzy zaczęli myśleć.
Kanwą do tego typu dyskusji musi być wspólna duchowa kultura, oparta na głębokiej potrzebie dociekania o celu egzystencji i życia, co do joty zgodnego, z wyznawaną doktryną. To rodzi czystość, powagę i wzajemny szacunek. Wszystkie wspomniane przez Ciebie osoby, były w stanie doskonale kontrolować zmysły i umysł, a co za tym idzie, nie było kwestii wznoszącej się spirali emocji, na bazie fałszywego ego, lub psychologicznej traumy z powodu trudnego dzieciństwa, czy osobistego zawodu w interpersonalnych związkach w "instytucji", czy poza nią.
Ludzie do tego stopnia brali na poważnie praktykę filozofii, którą głosili, że pokonana w dyskusji strona, stawała się uczniami zwycięzcy. Przykładem niech będzie wielki uczony i filozof Keszawa Kaśmiri, który będąc pokonanym przez Śri Ćajtanję Mahaprabhu, miał sen, w którym sama bogini mądrości Saraswati poleciła mu podporządkować się Panu Ćajtanji. Bez wahania porzucił on swoje zajęcie "sportowca-dyskutanta", aby wkrótce potem, stać się czystym bhaktą Pana, w sampradaji Nimbarki. Innym przykładem, jest do dzisiaj szanowany w Indiach mistrz logiki Sarvabhauma Bhattaczarja i jego tysiące uczniów, którzy uznali wyższość Mahaprabhu i przeszli na Wajsznawizm. Takich przykładów jest mnóstwo.
Klasa ludzi mających darśan bogini wiedzy, jest trochę inna od Piotra (jak ja), czy Staszka, który otrzymał inicjację kilka, czy kilkanaście lat temu, i nadal zmaga się ze zmysłami i umysłem, w atmosferze dezaprobaty środowiska i często osobistych wątpliwości, czy aby Pan Jezus i Maryja Dziewica nadal go kochają. A co tu dopiero mówić o ludziach, którzy w ogóle nic nie słyszeli o duszy, a potrzebę kontrolowania umysłu i zmysłów dla wyższego duchowego celu, uważają za efekt prania mózgu przez sektę, co jest oczywiście równoznaczne z byciem nawiedzonym przez samego Lucyfera, którego ogon, to z pewnością sikha. To jest kultura w której wyrośliśmy i którą niestety, często nadal ma na nas duży wpływ.
Aczkolwiek, w życiu można spotkać ludzi na poziomie, którzy z racji, czy to swojej profesji, czy wrodzonej kultury i większego umiłowania do guny dobroci, są w stanie z należną powagą porozmawiać na wzniosłe duchowe tematy, to publiczny internet nigdy takim miejscem nie będzie, gdyż zgodnie z demokratyczną zasadą, nawet osioł ma prawo do wyryczenia swojej "poezji", w dowolnie wybranym przez niego miejscu i czasie. Tak więc nie łudźmy się, że publiczny internet, kiedykolwiek przemieni się w "pariszadową" scenę dyskutujących mędrców.
Ale oczywiście masz rację Albercie, jeżeli chodzi o zrównoważoną i kulturalną wymianę opinii, to spotkanie twarzą w twarz jest zawsze lepsze. Medium jakim jest internet łatwo dehumanizuje rozmówcę, i często przemienia go, w Bogu ducha winny obiekt odreagowania wszystkich naszych cierpień i życiowych frustracji.
albert napisał(a):
Inna rzecz to to, że często takie dyskusje i próba odpowiedniego, rzetelnego zrozumienia drugiej strony wzbogaca nas w naszym poszukiwaniu prawdy. Dla mnie kryszeństwo

to filozofia choć ustalona to jednocześnie otwarta, nie bojąca się wyzwań ze strony kogokolwiek, jeśli są rzetelni w swoim przekazie. Właśnie w takich dyskusjach, a nie w monologu i jednostronnym głoszeniu Świadomości Kryszny ujawnia wieloaspektowość i finezja Świadomości Kryszny. Co innego nauczać i uczyć się, a co innego być kaznodzieją, który po prostu przekazuje innym prawdę. Jakże często mając wiele ukrytych wątpliwości. W szkole nikt nie głosi, że 2 + 2 = 4, lecz uczy się tego na przykładach i doświadczeniu. Tym różni się nauczanie od głoszenia.
Taka refleksja post-buddyjska

Do tanga trzeba dwojga. Bez odpowiedniego nastawienia obu stron, nigdy nie dojdzie do wzajemnego zrozumienia. I tu znowu wychodzi brak kultury o wspólnych wartościach, wiedzy, nawykach właściwego dyskutowania, a przede wszystkim znajomości własnego miejsca i pozycji. Dwóch ekspertów w jakiejś dziedzinie, lub osoba aspirująca do takiej ekspertyzy, natychmiast się nawzajem rozpoznają, i nawet jeżeli nie dojdą do identycznej konkluzji, to przynajmniej okażą szczery podziw i szacunek dla umiejętności i doświadczenia drugiego. Tak rozumiem to, o czym mówisz, Prabhuji.
Natomiast, głupiec zawsze skrytykuje to, czego nie rozumie, a dwóch głupców obrzuci się po prostu wyzwiskami. Dlatego należy starać się rozpoznać, kto kim jest, od kogo, i czego się uczyć, komu życzliwie doradzić, a kogo zignorować. A to już są cechy madhyama-bhakty, do których przecież wszyscy powinniśmy dążyć, co nie znaczy, że nasza droga do tego wzniosłego celu będzie wolna od błędów i osobistych porażek.
Masz rację Prabhuji, "kryszeństwo"

jest ustalone, lecz otwarte i nie bojące się wyzwań ze strony kogokolwiek. Toć to wszystko Panoczku, jest częścią tej samej Prawdeczki Absolutniutkiej; wszystko jest energią Kryszny. Z tego powodu, będąc "kryszakiem" (Jerzym!?

), trudno być nietolerancyjnym fanatykiem, nawet jeżeli tego się bardzo chce.
Jednak w pewnych sytuacjach, świadomy Kryszny monolog i kaznodziejstwo może przynieść wszystkim więcej korzyści, niż wysłuchiwanie opinii osoby, która jest agresywna lub aktywnie przeciwna filozofii świadomością Kryszny, w ogóle nie będąc zainteresowana jej poznaniem. Dlaczego? Ano dlatego, że sam kontakt z Kryszna-jnaną, lub z Jego Świętymi Imionami jest oczyszczający zarówno dla mówcy, jak i dla słuchacza, niezależnie od ich uwarunkowań. Ostatecznie to natchniona łaską Kryszny i Jego czystych wielbicieli śabda jest zaczątkiem duchowego postępu.
Jak mawia Bhaktividya Purna Maharaja, nikt nie dba o to, co mówią zawsze układne, bojące się kontrowersji, czy niezgody osoby. Niech wypowiadane przez nas, świadome Kryszny treści wywrą emocjonalny oddźwięk na słuchaczu, bowiem jego obojętność jest naszą obopólną przegraną. Niech się więc z nami kategorycznie nie zgadzają, niech nas nienawidzą, lubią, lub nas kochają, ale niech to co mówimy, pozostawi w ich psychice jakiś trwały ślad. Zostawi to też i w naszej. Stąd biorą się nowi bhaktowie, i tu rodzi się nasz własny duchowy postęp; w bezkompromisowości, która nawet jeżeli jest jeszcze w tej chwili nieco sztuczna i na wyrost, to poprzez bliski kontakt z bezkompromisowymi, i wiecznie prawdziwymi słowami śastr i aczarjów, jest zalążkiem przyszłego sukcesu.
Wybacz mi mój drogi, przydługie kazanie. Przecież musiałem sobie na kimś odreagować moje osobiste życiowe porażki, oraz frustrację z powodu niemożności "doskoku z dwukroku", do zbyt wysoko postawionej przeze mnie samego poprzeczki doskonałości. Haribol!

Życzę wszystkim pomyślnego Śri Kryszna Janmastami!
