albert napisał(a):
Buddyzm zdecydowanie należy do sfery gnozy. O bhakti nie mówi się tam lub wręcz unika. Nie znaczy to, że jej tam nie ma. Sądzę, że żaden postęp duchowy nie może się odbyć bez bhakti.
Rzeczywiście, bez chociaż odrobiny bhakti, nie jest możliwe zrobienie prawdziwie duchowego postępu. Ale głównie jest tu mowa o procesach i praktykach duchowych opierających się na literaturze wedyjskiej, ponieważ są to instrukcje Boga, a ich przestrzeganie, nawet tylko do pewnego stopnia, zawiera w sobie element służenia Bogu, czyli bhakti.
Czy w Buddyźmie, będąc w kategorii niewedyjskiego nasztika jest bhakti? Ogólnie rzecz biorąc nie. Dlatego tak jak mówisz: "To rodzaj terapii dla materialnego umysłu, niemniej nie może stać się drogą do wyzwolenia z narodzin i śmierci.". Podobnie mayavadi nie osiągają nigdy wyzwolenia i nie mogą wtopić się Brahmana, natomiast nie dotyczy to innych impersonalistów.
Mayavadyzm, uważając Krysznę i Jego lila z bhaktami za materialne popełnia poważną aparadhę. Obraza jest przeciwieństwem bhakti. Z tego powodu nie ma tam prawdziwego postępu duchowego, a zamiast tego istnieje coś, co 10 Canto Śrimad Bhagavatam opisuje jako vimukta-manina, wyzwolenie w umyśle. Myślę, że jestem wyzwolony i jestem Bogiem, a więc tak musi być. Jest to oczywistym nonsensem, bo myśląc, że jesteśmy milionerami nie wypełniamy automatycznie naszego konta bankowego pieniędzmi.
Jak wiemy, Mayavadyzm jest ukrytym Buddyzmem i łączy ich wiele wspólnego. Jednak plusem dla Buddyzmu jest to, że nie stara się fałszywie interpretować Wedanty, tak jak to zrobił Śankara, i nie spekuluje na temat iluzorycznej natury Boga, przez co unika bezpośredniej aparadhy, w odróżnieniu mayavadich. To co ich łączy natomiast, to aviśuddha-buddhaya, zanieczyszczone buddhi (inteligencja), której jedynym procesem oczyszczenia jest służba oddania lub wedyjski proces z elementami bhakti, czym Buddyzm nie jest. Oczywiście, ktoś, gdzieś może wielbić Pana Buddę w bardzo personalny sposób i próbować Mu służyć, ale czy jest to aby buddyzm w klasycznym rozumieniu?
Dokąd więc idą wyrzeczeni ludzie pragnący braku cierpienia, a jednocześnie odrzucający szczęście wiecznego atmana jako celu, jak to czynią atmaramowie? Używając przykładu buddystów, Śrila Prabhupada wyjaśnia, że jest to pradhana, niezamanifestowany stan natury materialnej. Śrila Śukadeva Gosvami w 12 Canto Śrimad Bhagavatam opisuje ten stan jako śunya-vat ("podobny pustce") i umiejscawia go na bliższym brzegu (tym od strony świata materialnego) Oceanu Przyczyn, który oddziela nas od świata duchowego. Śrila Prabhupada mówi: "Jeżeli ludzka istota próbuje egzystencji bez ego, pragnień, uczuć, upodobań itd., będzie przekształcona w materię". Ta materia, która jest docelowym miejscem powyższych śunyavadich, to właśnie stan avyakta pradhany.
Dokąd natomiast udają się Mayavadi? Zgodnie z opinią Ramananda Rayi przyjmują oni formę drzew. Analizując ostateczny cel tych osób, widzimy, że definitywnie nie ma tam miejsca na służbę oddania, a tym samym, na prawdziwie duchowy awans.