Purnaprajna napisał(a):
No widzisz. Ty nie jesteś co do tego pewna, natomiast, Rasasthali i jej mąż są co do tego w 100% pewni.
Ja nie porównywałam tych książek, nawet ich nie czytałam.
Purnaprajna napisał(a):
Poza tym, jak dla mnie, to nie ma żadnej różnicy pomiędzy "faktyczną kompilacją" a "samemu jej skompilowaniem". Kompilacja to niesamodzielna praca. Opracowujesz jakiś temat w wyłącznym lub częściowym oparciu o pracę innych i zaznaczasz z góry, że jest to kompilacja, tak jak to zrobił Suhotra Swami. Maharadża napisał też tam swoje własne rzeczy, i dołączył (nie wiem czy On sam) cytaty Prabhupada (ok. 25% objętości drukowanej wersji książki).
Ok, dla mnie nowa informacja, że 25% to cytaty z Prabhupady.
Purnaprajna napisał(a):
Jedynym zarzutem jaki można byłoby mu postawić jest to, że nie kazał natychmiast spalić tego 100 książkowego nakładu, kiedy zobaczył, że ktoś to na własną rękę wydrukował, i że nie ma tam słowa "kompilacja" w tytule i że jest brak przypisów. Nie nam jednak wydawać sądy, z jakiego powodu tego nie zrobił. Nie znamy przecież szczegółów, a same słownikowe definicje i uniwersyteckie kursy, być może nie dałyby nam prawidłowej i pełnej odpowiedzi.
Uch, teraz to faktycznie bym musiała przeprowadzić dochodzenie: nakład, zobaczyć książkę na własne oczy, poszperać trochę więcej o definicji plagiatu. Mam jednak wrażenie, że od początku wiedziałeś o tej książce więcej niż nówiłeś, np. w kwestii tego, że była wydrukowana. Twierdziłeś, że krążyła jedynie w wersji cyfrowej, teraz okazuje się, że wiedziałeś o 100 wydrukowanych egzemplarzach. Tak na przyszłość to wydaje mi się, że czasami prędzej można zrozumieć się na wzajem czy przynajmniej mieć jaśniejszy obraz sytuacji jeżeli takie rzeczy uściśla się od razu.
Purnaprajna napisał(a):
W innym przypadku,
nie była to w ogóle książka, ale elektroniczny plik do użytku wewnętrznego. Za wersję drukowaną ponosi całkowitą odpowiedzialność Mayapurska gurukula, i tam też należy kierować służby Interpolu.

Ok, zgrywam się, zgrywaj, po to się chyba narodziłeś.

Ale w moich oczach nie chodzi tu o służby i ściganie tylko o uczciwość. O normalną, zwykłą, ludzką uczciwość ze strony bhaktów. W przeciwnym razie nigdy nie wyjdziemy poza mentalność rabowania kwiatów z ogródka sąsiadów uzasadniając to tym, że "dla Kryszny" wszystko nam wolno.