My z kolegami kajakarzami poszliśmy na program Surlapala i jego żony, było to w 90 lub 91 roku w Gorz. Wlkp.
Wzięło nas na maxa, pamiętam jak mantrowaliśmy wieczorami, pierwsza wspólna wizyta w Świątyni to było po zgrupowaniu kadry w Wałczu, przyjechaliśmy z wiosłami.
A Tamoha nas zapytał czy mamy zamiar przepłynąć ocean materialnych nieszczęść?

Wzięli nas do kuchni, była wtedy Gaura Purnima, 14 godzin non stop, mój kolega Marek jechał tego dnia do do Gorzowa i zasnął w pociągu, obudził się w Kołobrzegu

Reprezentowaliśmy wyczynowe podejście do służby oddania

To co nas przyciągało to nastrój wielbicieli, że z taką radością mówili o bardzo poważnych tematach, brak strachu, niezwykłe poczucie humoru, ciągły festiwal.
Pamiętam pierwszą pobudkę w Świątyni... nagle ktoś mnie wyrwał ze snu a ja przez minutę zastanawiałem się gdzie jestem

i sobie wszystko przypominałem ... normalnie jakby jakiś film się skończył i zaczął nowy rozdział życia i rzeczywistości

Ach to były czasy....
Wspaniali wielbiciele
łezka się kręci w oku
Z kuchni dochodził śmiech Manody i krzyk - BHAKTOWIE KOCHAM WAS!!!