Pamiętam mój pierwszy program otwarty na który poszedłem, w reinkarnacje wierzyłem już wcześniej i jak zobaczyłem plakat na którym pisało ze będzie spotkanie z Hare Kryszna i będą mówić o reinkarnacji to poszedłem z zaciekawieniem, to co utkwiło mi w głowie to to że mimo iz te osoby wyglądają zupełnie niepoważnie ( pozawijani w jakieś prześcieradła, mówią całkiem do rzeczy

) i pamiętam też ze jedzenie było całkiem spoko tylko te słodkie kulki od razu mi nie podeszły
Poza tym w Jaworze to był naturalny proces ewolucji, najpierw ktoś bujał sie z jaka załogą, na koncertach zawsze było prasadam i zawsze był jakis kontakt z Hare Kryszna, potem ktos sie interesował ta filozofia zeby zakumac o co chodzi i albo odpuszczał wyrabiając sobie własne zdanie na temat HK albo wnikał głębiej, jesli miał dużo szczęścia tak jak ja to trafiał na kogoś kto pokazał o co naprawdę chodzi w HK i po co to wszystko.
To co Tak naprawdę przekonało mnie do HK to to że bhaktowie naprawdę zmieniają swoje życie i nie tylko swoje starają się by ludzie na około tez byli szczęśliwi. Wszyscy na około mnie pragnęli zmian, ale poza pragnieniami nic więcej się nie działo bo zawsze cos było nie tak, albo ludzie zawiedli , albo idea nie była spójna i gdy juz traciłem nadzieje że konstruktywna rewolucja nie istnieje, że każdy pewnym momencie zycia będzie musiał pójść do zwykłej pracy zaabsorbować się sprawami przyziemnymi i rozdział buntu w swoim życiu zamknie w końcu definitywnym stwierdzenie „to były tylko młodzieńcze piękne ideały”, wtedy to własnie w moje rece wpdała biografia Śrila Prabhupada.Z kazda kartką przeczytanego tekstu rozumiałem ze ten starszy dżentelmen to największy wojownik i rewolucjonista bo jego rewolucja się nie kończy w wieku dwudziestu kilku lat. On pokazywał swoim przykładem że swiat w konstruktywny sposób na lepsze można zmieniac całe zycie. Gdy skonczyłem ta książkę było jasne że od tego momentu jest dla mnie już tylko jedna rewolucja , rewolucja serca.

To mnie ujęło, ze bhakta może zmieniać swiat na lepsze w każdym wieku, ze ten bunt się nie kończy tylko nabiera konstruktywnego kształtu i teraz mogę powiedzieć, że ogień zmian nie tylko dzięki bhakti jodze we mnie nie wygasł ale zaczął płonąc jeszcze bardziej intensywnie. Czuje się spełniony w moim życiu mogąc się rozwijać w ten właśnie sposób.
Gdy byłem w Indiach we Vrindavan to widziałem 80 -90 letnich staruszków, którzy praktykowali ten proces z entuzjazmem i nie znudziło im się to co robią wręcz przeciwnie i to przekonało mnie poraz drugi... i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy.