Brajasundari napisał(a):
W wiekszosci wypadków ludzie widuja ich (Yamadutów) jako zmarłych krewnych, swiatło czy anioły.
Nie sądzę, że są to Yamaduci, bo "przebieranie się" za miłych ludzi nie jest zawarte w ich umowie o pracę.

Być może mówisz tu o
amanaya purusa, co w przybliżeniu można by przetłumaczyć na "anioł stróż", którego każdy z nas posiada. Światłem w tunelu
nadi jest natomiast
Arcisdeva, półbóg promieni świetlnych, który kieruje "zmarłego" do następnych półbogów, a ostatecznie, do ich następnego karmicznego punktu przeznaczenia. Wyjaśniał to Suhotra Swami na podstawie komentarza Śrila Baladewa Widyabuszna do Vedanta-sutry.
Moja żona w dzieciństwie była wiele dni w komie i miała doświadczenie wyjścia z ciała i światła w tunelu (
nadi). Mogła widzieć zarówno swoje ciało, jak też i rozmawiających lekarzy, płaczącą matkę oraz innych pacjentów. Było to dla niej dezorientujące przeżycie, gdyż nie wiedziała jak wrócić do swojego ciała.
Nagle pojawiło się światło w tunelu i przemówił do niej spokojny, stanowczy i jednocześnie miły głos, zapewniający ją, że jeszcze nie nadszedł czas aby odeszła, gdyż ma do spełnienia misję w życiu. Moja żona opisuje obecność tej osoby, jako niezwykle przyjemne doświadczenie, gdyż poczuła się nagle bardzo bezpiecznie.
Po krótkiej chwili, bez żadnego już trudu znalazła się z powrotem w swoim ciele. Pamięta, że jako 9 letnia dziewczynka zastanawiała się, o jakiej życiowej misji mówiła ta osoba. Po kilku latach podjęła misję sankirtanu i przez wiele lat była na pierwszym miejscu w dystrybucji książek Śrila Prabhupada w całej Skandynawii.
Natomiast, jej babcia opowiadała, że miała niezwykle przykre doświadczenie w szpitalu. Będąc na krawędzi śmierci, była ciągnięta przez kogoś linami przez korytarz, podczas gdy szarpało i gryzło ją stado przerażających "psów Baskervillów". Była sparaliżowana, gorszym od samej śmierci strachem. Żyła po tym jeszcze przez wiele lat, ale to przeżycie wywarło na niej olbrzymie piętno.
Jeden z bhaktów opowiadał mi, że jego umierający dziadek zwykł widywać Yamadutów. Chociaż fizycznie nie był w stanie wstać ze szpitalnego łóżka, to podczas śmierci był tak przerażony tym co zobaczył, że wyskoczył z niego niczym wysportowany nastolatek, i sprintował po schodach przez kilka pięter, aby w końcu wyzionąć ducha na podłodze.
Czy wyśmiewam się z Yamadutów? Przenigdy w życiu!