Madana napisał(a):
Pierwsze zdjęcia, na których widać coś od "kuchni", super!

Drużyna kuchenna, powiem szczerze bez owijania w cotton, z rożnymi ludźmi współpracowałem, wiele osób ze ekipy kuchennej Ratha Yatry to ochrzczeni ogniem kuchennym zawodnicy, z którymi w ciemno stanołbym przy najwiekszych garach. Nie raz juz razem robilismy nie jedna akcje Wiedziałem ze to bedzie sukces jak sie ma po swojej stronie zawodowców. a Ci co doszli w trakcie i było to nasze pierwsze spotkanie w takiej akcji sprawdzili sie na 200%.
Atmosfera gotowania była niezwykła, chyba kazdy to czuł. Czuć było ze robi się cos bardzo wartosciowego przynajmniej ja to tak odebrałem i nawet zmeczenie nie przeszkadzało w tej walce. Dziekuje jeszcze raz wszystkim za niezwykłe poświecenie przy gotowaniu i proszę o wybaczenie mojego nieokrzesanego charakteru , ale przy was wszystkich w końcu nadejdzie ten czas ze przestaniecie się wstydzić Madhavy:) czego sobie i wam życzę:)
Madana napisał(a):
Na jednym widać kirtan wieczorny, który przeniósł się z pokoju świątynnego na dół, gdzie pracowała drużyna kofty
Druzyna KOFTY mistrzostwo swiata, podobnie druzyna wyciskaczy kapusty:) i smazycieli oraz mieszaczy... i jescze dzielny Miłosz z Arjuna niszczyciele Kapusty

( mieli specjalna maszynę do niszczenia kapusty taka niby elektryczna tarka , tępa jak większość polityków w Polsce , ale chłopaki dawali rade. Miłosze pewno po tej akcji ma mięśnie jednej reki rozwinięte jak Papaj

.
Do tego Albert na zmywaku niezwykła postać, walczył od samego początku do samego końca 4 godziny szorował garnek przypalony na turze, żeby można go było użyć jestem oszołomiony jego niezwykłym oddaniem. i Po wszystkim pomył jeszcze razem z Radhiką, Madaną Mohana Mohini, Asią i Arjuna z Chełmży oraz Miłoszem z Torunia Pojemniki po dystrybucji Prasadam i wspomniani wyzej bhaktowie po sprzątali kuchnie po gotowaniu służyli dzielnie do samego końca. To była piekna akcja.
Dzięki wam wszystkim i każdemu z osoba. Kto ma wiedzieć ten wie, a najbardziej Kryszna

Madana napisał(a):
pod wodzą niejakiego Madhavy B. słynącego tu i ówdzie jako niestrudzony wojownik wielkiego gara. Nie żałował nikomu roboty i z gracją godną półboga angażował niezaangażowanych
Madhava jak na dobrego Slave Drivera przystało

wysługiwał się kim popadnie.
Mam nadzieje ze to nie ostatnia taka nasza wspólna kuchenna akcja. W takim towarzystwie to można wszystko i cały czas

Pozdro i Dziekówa po całości