Notker napisał(a):
"W stworzonym przez Ciebie tekście jest zbyt wiele różnic pomiędzy poszczególnymi literami i słowami" - co dokładnie masz na myśli?
Pisząc "Nie stwarzaj różnic" miałem w intencji wyjaśnienie że stwarzanie różnic tyczy się stwarzania przeciwstawnych pojęć w umyśle jak np. dobro czy zło które prowadzi często do powstawania dziwacznych idei
Wydaje się, że dobrze zrozumiałeś co miałem na myśli, bo poczułeś się zobligowany do dalszych wyjaśnień, co pomogło mi z kolei, w lepszym zrozumieniu tego o czym mówisz.

"Nie myślenie" nie jest odpowiedzią na rozwiązanie problemu dualistycznej egzystencji, w tym kwestii dobra i zła. Wiedza wedyjska sugeruje, aby każdą czynność i myśl starać się połączyć z Absolutem (najlepiej tym osobowym), gdyż to On jest Źródłem wszystkiego, a w tym, wiecznej żywej istoty (atmana) i jej materialnego umysłu.
Wedanta daje nam więc absolutny punkt odniesienia w naszym życiu, którym jest Kryszna. Zapobiega to przy okazji, tak niebezpiecznemu dla społeczeństwa relatywizmowi moralnemu, którego przykłady znajdziemy np. w Zenie. O ile się orientuję, w buddyźmie takiego absolutnego punktu odniesienia nie ma.
Notker napisał(a):
Trudno też kolego Purnapraja zwać buddyzm "filozofią".Filozofia jest najogólniej zbiorem pewnych idei czy nawet dogmatów, w buddyzmie owszem istnieje sporo spisanych sutr, jednak są one pochodną wyjaśniającą bardziej lub mniej udolnie podstawowy tekst zajmujący połowę A4 czyli Sutrę Serca będącą niczym innym jak opisem PRAKTYKI Buddy / a nie teoretyzowania/.
Adeptom niektórych scieżek buddyjskich odradza się wręcz czytanie sutr, ponieważ mogą one zostać zle zrozumiane, co może przeszkodzić /a zwykle tak się dzieje/w procesie duchowym.
Jeżeli buddyzm nie jest filozofią, to nie mamy w ogóle o czym mówić.

Robienie czegoś bez teoretycznej wiedzy nie ma sensu, co potwierdzi Ci każdy mechanik samochodowy, nawet ten będący buddystą.
Aby działać w sposób, który przyniesie zamierzone rezultaty, należy posiadać wpierw wiedzę o na temat związków zachodzących pomiędzy sytuacją w której się znajdujemy, elementami występującymi w polu naszego działania oraz naszą tożsamością. Bez wiedzy na temat tych trzech aspektów (związki, działanie, cel), co składa się na
filozofię, tzw. proces duchowy jest farsą i stratą czasu. Przynajmniej dla inteligentnego człowieka, stojącymi nogami na ziemi, a nie w chmurach własnego umysłu.
Moim zdaniem, praktyka czegoś, co w ogóle nie wspomina o duszy i Bogu nie jest procesem duchowym. W najlepszym przypadku jest to praktyka alternatywnych stanów materialnego umysłu, do punktu w którym się już z nim nie utożsamiamy, do czego buddyści z pewnością nie dochodzą, gdyż nie mają nic innego, transcendentnego z czym mogliby się utożsamiać.