Naprawdę istnieje niewielka potrzeba analizowania tematu moralności jedynie z zewnętrznego punktu widzenia, w stylu przyparafialnej lekcji religii, gdzie ksiądz omawia dekalog. Bhakta to Wedantysta i powinien aspirować do wizji slużby oddania w oparciu o Wedantę i Upaniszady. O konkluzji już pisałem wcześniej (wielkimi niebieskimi literami), ale niestety tylko Divya wziął ją pod uwagę. Ta konkluzja jest główną zasadą, i to od niej powinniśmy zaczynać wszelkie dyskusję na temat szczegółów, czyli poszczególnych życiowych sytuacji. Innymi słowy, moralność jest dobra kiedy jest połączona z satysfakcją Kryszny, a zła kiedy jest traktowana odrębnie od Niego. Pierwsza jest świadomością Kryszny, a druga pustym moralizatorstwem.
Nie zapominajmy też, że niti-sastra, która opiera się na dharma-sastrach jest apara-vidyą, co już pośrednio zauważył Divya w swoim poście o 4 zasadach i ich relacji z bhakti. Apara-vidya (materialna wiedza śastr) ma za swoje jedyne zadanie wspomaganie para-vidyi (transcendentalnej wiedzy), której jedynym reprezentantem pośród 14 ksiąg wedyjskiej wiedzy jest właśnie Wedanta, z jej świadomą Kryszny konkluzją. Wedyjska apara-vidya, która nie jest używana w jej wspomagającym para-vidyę aspekcie, staje się niczym innym jak avidyą (ignorancją), zwaną w tym konkretnym przypadku pustym moralizatorstwem.
Dharma, artha, kama i moksza jako nieświadome Kryszny cele, same w sobie są częścią samsary, czyli materialnie uwarunkowanego życia (tak, nawet moksza!). Z tego też względu Kryszna poleca Arjunie w Bhagawad-gicie,
sarva-dharman parityajya... porzuć te wszystkie dharmy i podporządkuj się mnie. Nie bój się konsekwencji tej decyzji, bo to Ja sam wezmę na siebie ewentualne grzeszne reakcje Twojego postępowania. Faktem pośrednio wynikającym z tej nauki jest to, że dokładnie ta sama czynność wykonana w różnej świadomości, może przynieść odwrotne i zupełnie nieoczekiwane przez prano-mayicznych moralizatorów rezultaty. Jaki jest więc cel siłowego "deontologizowania" tematu i nadawania stałej wartości moralnej czynowi, skoro jego efekty mogą być diametralnie różne?
Następną sprawą jest to, że powinniśmy rozpatrywać moralność zgodnie z poziomami świadomości żywej istoty, bo tylko tego typu wedantyczna analiza, jest w stanie dać nam pełny obraz sytuacji, i tak też czynią aczarjowie. Skupianie się wyłącznie na prana-mayi i uważanie tego za punkt startowy, tak jak to czynią niektórzy w tym wątku oraz wymaganie od innych bhaktów, aby zawsze byli na tej platformie jest irracjonalne. Bhaktowie byli, są i będą na całej skali
pańca-koszy, począwszy od górnej skali anna-mayi, gdzie liczy się tylko duży talerz prasadam, aż do najwyższej strefy ananda-mayi, gdzie króluje prema.
Nigdzie w śastrach nie jest powiedziane, że podludzie z barbarzyńskich cywilizacji, a takimi jesteśmy właśnie my, urodzeni w społeczności mlecca i yavana, nie mogą intonować Hare Kryszna i angażować się w czynności służby oddania. Społeczeństwo ludzkie zaczyna się od warnaśrama-dharmy na etapie mano-mayi. Poniżej jest zwierzęca platforma życia. Być może wyrafinowana technicznie, ale nadal barbarzyńska i prymitywna w sensie zrozumienia celu ludzkiej egzystencji.
Dlatego w imię pustego, bo w żaden sposób nie połączonego z Kryszną moralizatorstwa, nie odbierajmy nam, zwierzętom, jedynej szansy na wzniesienie naszej świadomości do ludzkiego poziomu poprzez intonowanie Hare Kryszna, obcowanie z prawdziwymi bhaktami i często nieudacznym staraniu się wprowadzenia w naszej życie, tych paru maleńkich instrukcji duchowych, których po wielu latach praktyki udało nam się wreszcie docenić i zrozumieć.
Myślę, że wszyscy znamy standard sadacara (czystych życiowych nawyków) i mamy na tyle zdrowego rozsądku i zrozumienia, aby nie brać przykładu ze złych cech i zachowań bhaktów. Przypominanie za każdym razem, kiedy tylko nadarza się ku temu okazja, że kradzież, kłamstwo i oszukiwanie innych jest samo w sobie złe, zakrawa bardziej na pogadankę resocjalizującą dla opóźnionych w rozwoju, niźli na poważne próby zrozumienia filozoficznego przesłania Wedanty.
Takie prano-mayiczne pogadanki słyszeliśmy od mamy, nauczyciela, księdza, pana w telewizji, no i oczywiście w tym wątku

, ale nikt nigdy nie powiedział dlaczego nie powinniśmy pluć na innych i dlaczego powinniśmy być dla nich uprzejmi i mili. Nie dlatego, że moralność sama w sobie ma jakąś wartość, bo jako twór trzech gun, nie posiada sama w sobie żadnej wartości dla ducha, ale dlatego, że to Kryszna sobie tego życzy, i takie zachowanie w stosunku do innych żywych istot go zadowala. Niby prosty punkt, a niestety w ogóle nieobecny podczas omawiania detali w postaci przykładów z życia.
Dlatego nie ma sensu generalizować i mówić "bhaktowie to, bhaktowie tamto", ten mówi brzydkie słowa, a tamten, kiedy nikt nie patrzy, chyłkiem je kabanosy z Mombasy. Są różni bhaktowie, wielu z nas żyje na poziomie zwierząt w gunie dobroci (albo i niżej) i trudno spodziewać się i wymagać od nas wszystkich tego samego. Dla jednych z nas jest to pierwsze życie w służbie oddania, a dla innych jest to ostatnie życie. Jesteśmy indywidualnościami.
Dopóki jednak żaden z nas, nie racjonalizuje naszych mniej lub bardziej "nikczemnych" przywiązań i nawyków i nie buduje na nich życiowej filozofii, to być może zasługujemy przynajmniej, jeżeli nie na pomoc, to na odrobinę naszej tolerancji i danie samym sobie szansy na stopniowe wybrnięcie z kłopoczących nasze serca nawykowych zachowań dzielących nas od Kryszny. Pamiętajmy, że Kryszna to już robi, przebywając w sercach wszystkich żywych istot, nawet tych, które go nienawidzą. Jemu więc pozostawmy ostateczną ocenę i wyroki w stosunku do tych z nas, którzy nie czują jeszcze wielkiej do Niego atrakcji, ale powoli próbują ją rozwinąć.
Faktem jest, że będąc cząstkami Kryszny, w każdym z nas, nawet tym najbardziej potępionym, można znaleźć dobre cechy i kwalifikacje. Tym bardziej odnosi się to do bhaktów Pana, nawet tych z nas, zwanych neofitami. Zamiast więc wydawać pozbawione serca i wyższego, świadomego Kryszny zrozumienia osądy i skazywać innych na wieczne potępienie i banicje, spróbujmy być może przyjąć inspirację i nauki płynące z ich sfery
naiskarmyi, czyli sfery pozbawionej silnych materialnych uwarunkowań i zwróconej w kierunku Kryszny, a ignorujmy jedynie kłopoczącą ich sferę
sakamy, z którą się na co dzień borykają, być może żarliwie modląc się do innych wielbicieli o pomoc.