Również dziękuję Arjuno za wspaniałą fotorelację i przemyślonka

Ja również jestem dzieckiem Woodstocku

, choć jeszcze wcześniej pierwsze prasadam jako punk jadłem w 94r. w Jarocinie. Wtedy nie mogłem zrozumieć o co bhaktom chodzi. Zależało mi na jedzeniu, a ludzi w doti postrzegałem jako jakąś misję "charytatywno-zarobkową". Prasadam z zapachu kojarzyło mi się z parowanymi ziemniakami dla kur (może dlatego, że w mojej porcji dominował ziemniak).
Tak czy inaczej, bhaktowie nie mogli się od nas opędzić. Duże wrażenie wówczas zrobił na mnie występ Natury. Dziwni, magiczni ludzie w pomarańczowych szatach i wspaniały puls ich muzyki, do dziś żywo to wspominam.
Na moim pierwszym Woodstocku odurzony siedziałem z przyjacielem Kubą (który teraz pięknie wielbi Pana Nrisimgadevę) pod sceną bhaktów, do czasu aż nas nie wygonił rosyjski ochroniarz. Pod sceną było kosmicznie i tylko tyle czułem, bo nie rozumiałem nadal co śpiewają.
Dopiero po kilku latach po Jarocinie i Woodstocku zrezygnowałem z intoksykacji i mięsa, a po kolejnych latach trafiłem na książki Śrila Prabhupada i dopiero wtedy byłem w stanie połączyć fakty.... ziemniaki + Natura + mantra + bhaktowie + ochroniarz + inne = bhakti joga (ki jay!)
Dzięki raz jeszcze Arjuno za wspaniały tekst i inspirację Ty nasz F O T O R E P O R T E R U kochany Ty !