Gdy w 2007 roku byłem z żona i przyjaciółmi w Mayapur mieliśmy przyjemność wziąć udział w gotowaniu na wioskach, które organizuje Mahasringa Prabhu, poza gotowanie stara się On jak może pomagać tamtejszej ludności.
tu krótka cześć wywiadu z Mahasringą Prabhu, który ukazał sie na Harinamie w 2007 roku dotyczący właśnie organizowanej przez niego akcji Foof For Life:
Teraz może trochę z innej beczki, czy mógłbyś coś opowiedzieć o Food for Life, które robisz na wioskach wokół Mayapur w Indiach ?Śrila Prabhupad chciał, żeby dawać Kryszna-prasadam ludziom. Jak przyjechałem do Mayapur, chciałem na początku robić to ze świątynią, dawałem dotacje, wysłałem przyjaciół, którzy chcieli pomóc, ale jakoś trudno się było porozumieć, nie było odzewu. Po jakimś czasie wyczekiwania postanowiłem wziąć się za to sam. Nie znałem języka ani angielskiego, ani bengali, porostu porozumiewałem się gestami, palcami na migi. Wszyscy mnie kroili (oszukiwali i naciągali) równo za warzywa, które normalnie ktoś tam kupował ja płaciłem czasami 20-30 razy więcej. Za małe gotowanie płaciłem fortunę, na początku tego nie dostrzegałem, powoli, powoli nabierałem wprawy, nauczyłem się języka, nauczyłem się gotować. Nie dość tego, osiągnąłem tam coś o czym Śrila Prabhupada mówił- wolność od sentymentów. Chodzi o to, że jeśli trzeba reagować i bronić się w przypadku, kiedy ktoś naciąga, oszukuje, kiedy trzeba kogoś z tego powodu objechać lub zwrócić uwagę, wówczas nie ma kwestii, że jako bhakta czy sadhu podnosisz na kogoś głos, zamiast kłaść uszy po sobie. Z głową do góry broniłem służby oddania i prezentowałem ją szczerze i otwarcie, co zawsze chciałem robić w ten właśnie sposób, a z czym miałem jeszcze problem podczas prezentacji świadomości Kryszny ludziom na zewnątrz.
Często świątynie nasze w podobny sposób jak w Indiach, z powodu czyichś egoistycznych pobudek- wielbiciela- prezydenta czy jakiegoś dobrze usytuowanego starszego bhakty z materialnymi jeszcze motywacjami – są niszczone, rozbijane, a bhaktowie opuszczają świątynie rozgoryczeni i zawiedzeni i nikt nawet nie stanie w ich obronie, nikt na to nie reaguje, a przecież Srila Prabhupad ostrzegał nas, że ten ruch może być zniszczony tylko od wewnątrz, a nie z zewnątrz. Tego się właśnie oduczyłem, jak trzeba, to wygarnę komuś, żeby utrzymać świadomość Kryszny. Zacząłem gotować regularnie dzień w dzień bez jakiejkolwiek czy czyjejkolwiek pomocy, nie wiem jak to się dzieje, że Kryszna zawsze dostarcza pieniążki. W ten sposób gotuję już 11 lat. W ciągu ostatnich 5 lat wzbogaciłem swoją służbę oddania o kilka socjalnych działań, jak – rozprowadzanie ayurvedyjskich lekarstw dla najbardziej potrzebujących chorych osób, kupowanie ziemi dla bezdomnych oraz stawianie im domów i pomp wodnych tam, gdzie nie ma dostępu do wody, jak również rozdawanie odzieży typu czadary, gamsze, sari i dhoti.
No właśnie, skąd na to bierzesz środki?Nie mam pojęcia, nigdy nie zbierałem, nigdy nikogo nie prosiłem, gotuję z tego, co jest na obecną chwilę. Czasem ktoś przyjedzie i ofiaruje coś mówiąc- proszę weź, wiem, że gotujesz dla ludzi. Kryszna jakoś tak aranżuje, że zawsze mam na gotowanie. Czasem ktoś dzwoni z rożnych rejonów świata borykając się z jakimiś prywatnymi problemami, ufa mi, wie, że mogę mu w czymś pomóc, więc czasami wiszę na słuchawce lub na internecie godzinami, nocami, potem ktoś się odnajduje życiowo, w rodzinie czy w społeczeństwie, zarówno materialnym jak i w naszym towarzystwie i odwdzięcza się przysyłając jakąś dotację.
Pewnego dnia jakiś człowiek, który przyjechał do Vrindavan, idąc drogą natknął się na mnie i zwracając się do mnie powiedział;: „Wiesz, przyjechałem ze Stanów, chciałbym w dobre ręce przekazać jakąś dotację, wyglądasz mi poczciwie więc proszę, przyjmij tą dotację (ok. 500 $) J Ktoś przyjeżdża do Mayapur zobaczyć Bóstwa i pyta: „Czy jest tu jakaś możliwość pomocy ludziom?” Ja mu mówię: „Owszem, ja gotuję prasadam i rozdaję w okolicznych wioskach dla dham vasich, jak chcesz, to możemy ugotować razem”. Dużo bhaktów przychodzi do naszego domu, korzysta z pomocy, obwożę ich na parikramy i jeśli trzeba, wspieram ich również materialnie, a przysługi swoje ofiaruję za darmo. Ludzie są tak szczęśliwi, że zawsze ktoś zostawi mi jakąś dotację za moją służbę i pomoc dla niego i już coś jest, żeby ugotować i podzielić się z innymi. Dotychczas jakoś wszystkiego wystarcza. Wiele razy tego doświadczyłem, że jak jest pragnienie działania, to Kryszna dostarcza środków.
Cały wywiad jest bardzo obszerny, ale bardzo ciekawy ze względu na długosc został podzielony na dwie cześci
oto linki
cz.I -
http://www.harinam.pl/inspiracje,149,po ... i-czi.htmlcz.II -
http://www.harinam.pl/inspiracje,151,po ... -czii.htmla na koniec zdjecia link do zdjęć z FFL organizowanego w okolicach Mayapur, w którym miałem przyjemność wraz z Mahasringą, moją żona i grupa przyjaciół brać udział to było niezwykłe wydarzenie
http://picasaweb.google.pl/xmadhavax/FO ... ozywienia#