Dziś na składzie:
O Wyższości Sadhu-sangi Nad Bólem Głowy.
Jest to mój pierwszy artykuł, a w dodatku pisany na zamówienie warszawskiej świątyni. Pisany za darmo, co wiele wyjaśnia. Sam nie chodzę do świątyni z błahszych powodów, niż te, które w nim wymieniam, ale wierzcie mi, że naprawdę w bardzo szczery sposób krytykuję w nim cierpiących na ból głowy bhaktów. Tania propaganda i krytycyzm. Przychodzi mi to łatwo. Mieszkam w Finlandii, a obrażalscy i tak mają za krótkie ręce, więc nie dosięgną. Sie nie podoba? Napisz do mnie ze skargą he he he he...he he...he........ He. Oj, dobre.
Tak naprawdę, to już sam dobrze nie pamiętam o czym jest ten artykuł, bo pisałem go parę lat temu. Nie chce mi się teraz sprawdzać, bo jestem dziś bardzo zajęty pisaniem tego postu. Ziewnięcie. Ogólnie chyba, artykuł nieciekawy, mało oryginalny i pozbawiony duchowej mocy. Marazm i migrena. Ziewnięcie. Nie jestem pewien. Umysł mi coś dzisiaj chodzi. Gorąco nie polecam! Przeczytajcie natychmiast! Po co odkładać do jutra coś, czego można nigdy nie zrobić?
PS. Czytelniku! Jeżeli sądzisz, że powyższa antyreklama autoreklamy jest trochę ambiwalentna, to grubo się mylisz. Jest ona
totalnie ambiwalentna! Szykuje mi się chyba poważna rozmowa z samym sobą...
