|
Dźanaprija był niezwykłą postacią, bo był w pewien sposób zwykły. Nie był świętoszkowaty, lecz życiowy, taki ludzki. Mogłem rozmawiać z nim praktycznie na każdy temat, od najbardziej wzniosłego po najbardziej prozaiczny. Myślę, że fakt, że w Świadomości Kryszny trafiłem po raz pierwszy na takich ludzi jak Dźanaprija, sprawiło, że Świadomość Kryszny nie jawiła mi się nigdy jako coś oddzielnego od życia, jakiś zaklęty krąg wtajemniczenia i nawiedzenia. Dawał przykład jak żyjąc w tym społeczeństwie i będąc świadomym jego spraw, być wielbicielem Kryszny; że jakoś trzeba łączyć tę walkę bytową i ułomności ciała ze Świadomością Kryszny. Otrzymałem od niego wiele wsparcia.
W zasadzie nigdy nie doświadczyłem, aby był przygnębiony. O takich ludziach myśli się, że są wieczni, że nigdy nie odejdą mimo upływu czasu, zwłaszcza, że wyglądał młodo, niemal świecił i był pogodny. Kładł duży nacisk na pozytywność i dobre uczucia. Nie był przewrażliwiony na swoim punkcie, co powodowało, że my, młodsi, traciliśmy do niego dystans. Czasami nie było to dobre, spoufalaliśmy się. Stwarzał pogodną atmosferę i ciągle żartował, już od samych drzwi. W zasadzie nie było czasami jasne, czy mówi poważnie, czy żartuje. Przekomarzaliśmy się. Drażniło mnie czasami jako młodego niecierpliwego, gdy spotkania odnośnie rozwoju ośrodka jakie odbywały się w jego mieszkaniu zamieniały się w kabaret zakrapiany ucztą. Często ziemniaczanym plackiem, bo jak mawiał: spośród owoców najlepszy jest ziemniak. Śmialiśmy się, gdy wpadał czasami w furię i swoim typowym zrezygnowaniem mówił: o nie, to beznadziejne, ja nie wytrzymam... punktując naszą głupotę.
Miał szerokie horyzonty, a jednocześnie był na wskroś lokalny. Tym bardziej krajobraz wałbrzyskiej społeczności po jego odejściu zmienił się zasadniczo. Marzył o życiu na wsi. Był bardzo szczęśliwy, gdy urodził mu się syn i gloryfikował ojcostwo.
Był po prostu mądrą osobą. Interesował się wieloma sprawami z dziedziny nauki i kultury. Stąd często wskazywał na ułomności w zakresie kultury u wielbicieli. A przy tym był czynnie oddany Krysznie. Stawał ze stolikiem w Wałbrzychu i sprzedawał książki Prabhupady. Współorganizował Gauranga Bhajan Band. Czuwał wraz z Trisamą nad rozwojem kolejnych ośrodków w Wałbrzychu i pomagał w misji głoszenia Świadomości Kryszny wielbicielom spoza Wałbrzycha. Pomagał nawet fizycznie: pamiętam jak razem wykuwaliśmy otwory w ścianach budowanej kuchni ośrodka młotem elektrycznym...
Gdy to teraz rozpamiętuję, jego osobę, to aż nie chce mi się wierzyć, że już sobie odszedł. Bo nawet jak go nie widzieliśmy, to było wiadomo, że on tam jest na Podzamczu i samo wspomnienie krzepiło i sprawiało, że było pogodnie. Też myślę, że ma już lepiej, że jest z Kryszną i nie musi zajmować się tą głupotą wokół. Wszystkiego Dobrego Dźanaprijo !
_________________ wierzę w las, wierzę w łąkę i noc w czasie której rośnie zboże (Thoreau)
|