Hare Kryszna
Kontynuując com zaczął.
Samo stwierdzenie, że każdy proces ma swoje etapy i aby się dokonał wszystkie muszą zaistnieć nie jest dla mnie w pełni satysfakcjonujące.
Zawsze pozostaje kwestia bycia w pełni przekonanym w nieuchronność takich czy innych etapów. Zdobyć taką pewność nie jest raczej rzeczą łatwą, ale myślę, że w tym należy upatrywać esencji cierpliwości.
Jest znany werset z Bhagavadgity, że cierpienia i radości w materialnym świecie są jak pory roku pojawiają się i znikają, i że mędrzec nie jest zaniepokojony tymi zmianami.
Mentalnością mędrca nie jest raczej "przetrzymać nieszczęścia bo potem przyjdą te upragnione zadawalania zmysłów" Świadomość okresowości pojawiania się szczęścia i nieszczęścia nie jest więc w tym wersecie może tak ważna, jak właśnie, nieuchronność tych okoliczności.
Porównanie do pór roku też zdaje się być znamienne. Ten powtarzający się cykl jest prawem natury, czymś czego nie można zmienić, więc rozsądnie jest się z nim pogodzić.
Żaden szalony naukowiec jeszcze nie postuluje chyba pomysłu, żeby kontrolować pory roku.
Tak, najpierw trochę lata potem znowu trochę lata i potem, a niech tam jeszcze trochę lata.
Ale, kto ich tam wie.
Na przeszkodzie utwierdzenia się w przekonaniu, że te czy inne etapy są absolutnie nieuchronne stają jednak nasze pragnienia. Tak jak Dritarastha wiele razy miał okazje wysłuchać wspaniałych rad od Widury, Bishmy czy samego Kryszny, co jest właściwe, korzystne i pobożne, jednak przyznał, że miłość do Duryodhany, a także pragnienia cieszenia się z udogodnień, które daje władza nad światem, zwiodły jego inteligencje.
Pozwolę sobie więc jeszcze pospekulować w ty duchu na temat instrukcji, którą dał Pan Caitanya dla Raghunatha dasa:
Cytuj:
Nie powinieneś być bhaktą na pokaz i fałszywym ascetą. Na razie ciesz się materialnym światem w stosowny sposób i nie przywiązuj się do tego. W swym sercu powinieneś pozostać bardzo wiernym, ale zewnętrznie możesz zachowywać się jak zwykły człowiek. W ten sposób wkrótce bardzo zadowolisz Śri Krysznę i On wyzwoli cię ze szponów mayi.
„..ciesz się materialnym światem..” …hmm… „ …w stosowny sposób…”
Czy chodzi o to, by zdać sobie sprawę ze swojego przepastnego przywiązania do zadowalania samych siebie, i w końcu dzięki „stosownemu” działaniu (wg. instrukcji Kryszny) utwierdzić się w przekonaniu o absolutnej nieuchronności uzyskania łaski Kryszny w procesie wyzwalania się ze „szponów mayi”?
A skoro pragnienia są przeszkodą, to kiedy już ktoś uzna, że jest tak upadły, że nie zasługuje na łaskę, to jak można wtedy jej pragnąć?
Czy to nie jest esencją duchowej cierpliwości?
Schodząc jednak na ziemie, do tematu bycia cierpliwym wobec własnych dzieci. To myślę, że jedyną rozsądną rzeczą jaką mogę zrobić praktycznie to pomedytować o tym jak zobaczyć trudności, które są nierozerwalnie związane z wychowywaniem dzieci, jako pomoc a nie jako przeszkodę w realizacji swoich najważniejszych celów.
Będzie ciężko
Ach te „produkty uboczne”.
Będę wdzięczny za krytyczne spojrzenia na moje spekulacje.
Szczególe podziekowania dla Rameśvara dasa.
Hare Kryszna