| forum.harinam.pl https://forum.harinam.pl/ |
|
| Skąd się biorą... Yamaduci? https://forum.harinam.pl/viewtopic.php?f=1&t=1348 |
Strona 1 z 2 |
| Autor: | Purnaprajna [ 20 sty 2010, o 21:33 ] |
| Tytuł: | Skąd się biorą... Yamaduci? |
Gauranga Avatar das napisał(a): Choc ja mieszkam w piekle(wałbrzychu) widze kazdego dnia mnóstwo przyszłych yamadutow A propos Yamadutów, Bhakti Vidya Purna Swami wyjaśniał skąd oni się w ogóle biorą. Otóż są to wygłodniali wieloletnim brakiem ofiarowania pinda mieszkańcy niebiańskiej Pitriloki. Po upływie wielu ziemskich pokoleń, które nie kontynuują ceremonii śraddha, ich przodek na Pitriloce zaczyna wyglądać niczym zarośnięty i noszący łachmany paryski kloszard, i stopniowo, w naturalny sposób zaczyna wyglądać niczym... właśnie Yamaduta. Jako że jest to bardzo niefortunna pozycja, zamiast czekania na zakończenie ich karmy na Pitriloce, Yamaradża ofiarowuje im ciepłą posadkę w piekle. Dostają też służbowe psy, co jest moim zdaniem dużym plusem tej kariery zawodowej. ![]() Yamaduci podczas pracy, tuż po przerwie śniadaniowej. ![]() Wisznuduci i Yamaduci podczas dyskusji na temat granic jurysdykcji ich poszczególnych agencji rządowych. Wisznuduci zawsze wygrywają, bo mają większe pałki, a przy tym są o niebo przystojniejsi. ![]() Rycina na podstawie Markandeya Purany, obrazująca różne miejsca pracy Yamadutów. Moim tegorocznym faworytem jest planeta zrobiona wyłącznie z miedzi, na której stoi się boso w palących promieniach słońca. Nie ma to jak wakacje z naturą! Warto też zauważyć, że tortury piekielne odbywają się subtelnym umyśle, a nie w fizycznym ciele, którego pozbawiona jest w tym momencie żywa istota. "Nie ma lekko, powiedział Yamaduta, zawiązując but grzesznikiem." |
|
| Autor: | Gauranga Avatar das [ 20 sty 2010, o 23:02 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Purnaprajna napisał(a): Gauranga Avatar das napisał(a): Choc ja mieszkam w piekle(wałbrzychu) widze kazdego dnia mnóstwo przyszłych yamadutow A propos Yamadutów, Bhakti Vidya Purna Swami wyjaśniał skąd oni się w ogóle biorą. Otóż są to wygłodniali wieloletnim brakiem ofiarowania pinda mieszkańcy niebiańskiej Pitriloki. Po upływie wielu ziemskich pokoleń, które nie kontynuują ceremonii śraddha, ich przodek na Pitriloce zaczyna wyglądać niczym zarośnięty i noszący łachmany paryski kloszard, i stopniowo, w naturalny sposób zaczyna wyglądać niczym... właśnie Yamaduta. Jako że jest to bardzo niefortunna pozycja, zamiast czekania na zakończenie ich karmy na Pitriloce, Yamaradża ofiarowuje im ciepłą posadkę w piekle. Dostają też służbowe psy, co jest moim zdaniem dużym plusem tej kariery zawodowej. ![]() Yamaduci podczas pracy, tuż po przerwie śniadaniowej. ![]() Wisznuduci i Yamaduci podczas dyskusji na temat granic jurysdykcji ich poszczególnych agencji rządowych. Wisznuduci zawsze wygrywają, bo mają większe pałki, a przy tym są o niebo przystojniejsi. ![]() Rycina na podstawie Markandeya Purany, obrazująca różne miejsca pracy Yamadutów. Moim tegorocznym faworytem jest planeta zrobiona wyłącznie z miedzi, na której stoi się boso w palących promieniach słońca. Nie ma to jak wakacje z naturą! Warto też zauważyć, że tortury piekielne odbywają się subtelnym umyśle, a nie w fizycznym ciele, którego pozbawiona jest w tym momencie żywa istota. "Nie ma lekko, powiedział Yamaduta, zawiązując but grzesznikiem." Kiedy sprezedawałem ksiazki na Ul swidnickiej przy wrocławskim rynku,mialem wizje ze ludzie własnie tam biegają jakby trenowali przed wstąpieniem na miedzianą planete i choc miedziana planeta brzmi jak niebo dla polskiego złomiarza ,napewno taka nie jest. roznica polegała na tym(pomiedzy ludzmi ze swidnicjkiej ,a z piekielka miedzianego) ze tych z piekla palą stopy,a tych ze swidnickiej umysły Garuda purana opisuje rowniez jak długo trwa jeden dzien na piekielnych "wczasach" podobno 100ziemskich lat. wiec to mają na mysli chrzescijanie mowiąc o wiecznym potepieniu. A swoją drogą ,czcigodny Purnaprajna Pr ,czy mogłbys napisac cos na temat wizyty, Pana gaurasundary w gayi w celu spełnienia ofiary dla przodkow,bo mowi sie ze jezeli podejmujemy proces Bhakti - yogi to przodkowie są usatysfakcjonowani naszym kultem. gdyz zekomo po inicjacji adept ma nowych rodzicow. sarasvati devi-czy tez laxmi jako matke,oraz mistrza duchowego ,a ich kult wyrzszy jest niz wielbienie zwyczajnych rodzicow. zatem czy skladanie ceremoni pinda-sradha, przez Pana Caitanye było tylko pretekstem ,bo poszedł tam by spotkac swego Guru isvara Puri,czy nie tylko Prosze o oswiecenie w nastroju tad vidhi pranipatena..... |
|
| Autor: | madhava [ 20 sty 2010, o 23:10 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Purnaprajna napisał(a): Gauranga Avatar das napisał(a): Choc ja mieszkam w piekle(wałbrzychu) widze kazdego dnia mnóstwo przyszłych yamadutow A propos Yamadutów, Bhakti Vidya Purna Swami wyjaśniał skąd oni się w ogóle biorą. Otóż są to wygłodniali wieloletnim brakiem ofiarowania pinda mieszkańcy niebiańskiej Pitriloki. Po upływie wielu ziemskich pokoleń, które nie kontynuują ceremonii śraddha, ich przodek na Pitriloce zaczyna wyglądać niczym zarośnięty i noszący łachmany paryski kloszard, i stopniowo, w naturalny sposób zaczyna wyglądać niczym... właśnie Yamaduta. Jako że jest to bardzo niefortunna pozycja, zamiast czekania na zakończenie ich karmy na Pitriloce, Yamaradża ofiarowuje im ciepłą posadkę w piekle. Dostają też służbowe psy, co jest moim zdaniem dużym plusem tej kariery zawodowej. ![]() Yamaduci podczas pracy, tuż po przerwie śniadaniowej. ![]() Wisznuduci i Yamaduci podczas dyskusji na temat granic jurysdykcji ich poszczególnych agencji rządowych. Wisznuduci zawsze wygrywają, bo mają większe pałki, a przy tym są o niebo przystojniejsi. ![]() Rycina na podstawie Markandeya Purany, obrazująca różne miejsca pracy Yamadutów. Moim tegorocznym faworytem jest planeta zrobiona wyłącznie z miedzi, na której stoi się boso w palących promieniach słońca. Nie ma to jak wakacje z naturą! Warto też zauważyć, że tortury piekielne odbywają się subtelnym umyśle, a nie w fizycznym ciele, którego pozbawiona jest w tym momencie żywa istota. "Nie ma lekko, powiedział Yamaduta, zawiązując but grzesznikiem." Mistrzostwo Świata |
|
| Autor: | Brajasundari [ 21 sty 2010, o 03:11 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
A ja mysle, że Yamadutów tak jak wszystkie dzieci, przynosi bocian Mysle, że te istoty nie zasługuja na wyśmiewanie się z nich- mają swoją pracę, która tylko w niektórych przypadkach wyglada tak jak na tych rysuneczkach. W wiekszosci wypadków ludzie widuja ich jako zmarłych krewnych, swiatło czy anioły. A ciekawe jak sobie radzą z grzesznikami znajacymi Tybetańska Księgę Zmarłych, przedstawiającą ich jako iluzje? |
|
| Autor: | Purnaprajna [ 21 sty 2010, o 09:30 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Brajasundari napisał(a): Mysle, że te istoty nie zasługuja na wyśmiewanie się z nich Na Yamaradża! Nigdy nie ośmieliłbym się z nich wyśmiewać! - Zaraz, zaraz... A panowie to kto? Proszę opuścić pomniejszczenie pracownicze! Proszę mnie nie szarpać! Po co te sznury??? Zostawcie mnie!!!! Policja, na pomoc!!!!! Aaaaaaaaaaaaaa............... W pokoju zaległa cisza. Tylko jarzący się w ciemnościach niedopalony papieros i niedopita butelka taniego alkoholu, które przez lata inspirowały go do radosnej internetowej twórczości, wskazywały na jeszcze tak niedawną obecność tu życia. To co pozostało po Purnapragji, z pewnością nie przejdzie do żadnych poważnych annałów historii: ![]() "Pomniejszczenie pracownicze. Kuźnia postów Purnapragji dasa. Tu rodziła się wiedza." |
|
| Autor: | madhava [ 21 sty 2010, o 10:52 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Purnaprajna napisał(a): Brajasundari napisał(a): Mysle, że te istoty nie zasługuja na wyśmiewanie się z nich Na Yamaradża! Nigdy nie ośmieliłbym się z nich wyśmiewać! - Zaraz, zaraz... A panowie to kto? Proszę opuścić pomniejszczenie pracownicze! Proszę mnie nie szarpać! Po co te sznury??? Zostawcie mnie!!!! Policja, na pomoc!!!!! Aaaaaaaaaaaaaa............... W pokoju zaległa cisza. Tylko jarzący się w ciemnościach niedopalony papieros i niedopita butelka taniego alkoholu, które przez lata inspirowały go do radosnej internetowej twórczości, wskazywały na jeszcze tak niedawną obecność tu życia. To co pozostało po Purnapragji, z pewnością nie przejdzie do żadnych poważnych annałów historii: ![]() "Pomniejszczenie pracownicze. Kuźnia postów Purnapragji dasa. Tu rodziła się wiedza." Purna jesteś Woody Allen'em Harinamu pozdro z Jawora : |
|
| Autor: | Purnaprajna [ 21 sty 2010, o 11:06 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Brajasundari napisał(a): W wiekszosci wypadków ludzie widuja ich (Yamadutów) jako zmarłych krewnych, swiatło czy anioły. Nie sądzę, że są to Yamaduci, bo "przebieranie się" za miłych ludzi nie jest zawarte w ich umowie o pracę. Moja żona w dzieciństwie była wiele dni w komie i miała doświadczenie wyjścia z ciała i światła w tunelu (nadi). Mogła widzieć zarówno swoje ciało, jak też i rozmawiających lekarzy, płaczącą matkę oraz innych pacjentów. Było to dla niej dezorientujące przeżycie, gdyż nie wiedziała jak wrócić do swojego ciała. Nagle pojawiło się światło w tunelu i przemówił do niej spokojny, stanowczy i jednocześnie miły głos, zapewniający ją, że jeszcze nie nadszedł czas aby odeszła, gdyż ma do spełnienia misję w życiu. Moja żona opisuje obecność tej osoby, jako niezwykle przyjemne doświadczenie, gdyż poczuła się nagle bardzo bezpiecznie. Po krótkiej chwili, bez żadnego już trudu znalazła się z powrotem w swoim ciele. Pamięta, że jako 9 letnia dziewczynka zastanawiała się, o jakiej życiowej misji mówiła ta osoba. Po kilku latach podjęła misję sankirtanu i przez wiele lat była na pierwszym miejscu w dystrybucji książek Śrila Prabhupada w całej Skandynawii. Natomiast, jej babcia opowiadała, że miała niezwykle przykre doświadczenie w szpitalu. Będąc na krawędzi śmierci, była ciągnięta przez kogoś linami przez korytarz, podczas gdy szarpało i gryzło ją stado przerażających "psów Baskervillów". Była sparaliżowana, gorszym od samej śmierci strachem. Żyła po tym jeszcze przez wiele lat, ale to przeżycie wywarło na niej olbrzymie piętno. Jeden z bhaktów opowiadał mi, że jego umierający dziadek zwykł widywać Yamadutów. Chociaż fizycznie nie był w stanie wstać ze szpitalnego łóżka, to podczas śmierci był tak przerażony tym co zobaczył, że wyskoczył z niego niczym wysportowany nastolatek, i sprintował po schodach przez kilka pięter, aby w końcu wyzionąć ducha na podłodze. Czy wyśmiewam się z Yamadutów? Przenigdy w życiu! |
|
| Autor: | madhava [ 21 sty 2010, o 13:36 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Niezłe opowieści kolega tu zapodaje czy mozesz coś więcej opowiedzieć o amanaya purusa jakiej kategorii to jest osoba i na jakiej podstawie jest przydzielana żywej istocie? czy jest ona obecana cały czas przy każdej żywej istocie, czy pomaga tylko w momencie śmierci ? i w ogóle jeśli możesz napisz proszę co o tym szerzej. Pozdrawiam madhava |
|
| Autor: | Purnaprajna [ 21 sty 2010, o 14:08 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Niezbyt wiele na ten temat wiem, oprócz tego, że są to bardzo pobożne osoby, na niższej pozycji od półbogów, które zawsze próbują ratować nas od złych czynów i pomagać nam. Mogą też brać udział w różnych subtelnych procesach leczenia (np. reiki), i z tymi właśnie istotami może mieć kontakt uzdrawiacz. Banu Swami powiedział jeszcze, że chociaż każdy z nas ma przynajmniej jednego takiego opiekuna, który zawsze nas obserwuje, to często jest ich więcej, nawet trzech lub czterech. Chociaż są to istoty bardzo pobożne, to podobnie jak i Yamaduci, nie posiadają oni pełnej realizacji transcendentalnej wiedzy (para-vidya). Tak więc próby nawiązywania kontaktu z amanaya-purusa, nie mogą w żadnym stopniu zastąpić instrukcji mistrza duchowego, chociaż istoty te, zachęcają nas do przyjęcia wszelkich instrukcji dawanych przez wielbicieli Kryszny. Wspominam o tym, bo w pod koniec lat 90 w ISKCONie była moda na "channeling", czyli na kontakty z subtelnymi istotami, które równie dobrze, zamiast amanaya-purusa, mogły być pretami i bhutami, czyli inaczej grzesznymi, demonicznymi osobami w ciele ducha, a podającymi się za boskich, duchowych przewodników. Nie należy jednak zbytnio zawracać sobie głowy powyższą ezoteryką, a zamiast tego studiować instrukcje i nauki mistrza duchowego oraz śastr, a także regularnie mantrować nasze rundy. To jest bowiem procesem wiodącym nas do ostatecznego celu życia. madhava napisał(a): ... na jakiej podstawie jest przydzielana żywej istocie? Nie jestem pewien. Może na podstawie kwitu. |
|
| Autor: | madhava [ 21 sty 2010, o 15:56 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Purnaprajna napisał(a): Nie jestem pewien. Może na podstawie kwitu. Bez kwitu a raczej znajomości nawet do świata duchowego trudno się dostać. Trzeba mieć dobry układ z mistrzem duchowym. Mistrz duchowy musi mieć dobry układ z Srimati Radharani a Srimati Radharani wiadomo z KIM... i słyszałem nawet że łapuwy duchowe też przechodzą |
|
| Autor: | Gauranga Avatar das [ 21 sty 2010, o 18:43 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
A co z odp dla mnie?,Drogo purnaprajno Pr |
|
| Autor: | Purnaprajna [ 21 sty 2010, o 19:31 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Gauranga Avatar das napisał(a): czy mogłbys napisac cos na temat wizyty, Pana gaurasundary w gayi w celu spełnienia ofiary dla przodkow,bo mowi sie ze jezeli podejmujemy proces Bhakti - yogi to przodkowie są usatysfakcjonowani naszym kultem. gdyz zekomo po inicjacji adept ma nowych rodzicow. sarasvati devi-czy tez laxmi jako matke,oraz mistrza duchowego ,a ich kult wyrzszy jest niz wielbienie zwyczajnych rodzicow. zatem czy skladanie ceremoni pinda-sradha, przez Pana Caitanye było tylko pretekstem ,bo poszedł tam by spotkac swego Guru isvara Puri,czy nie tylko Więcej od Ciebie na ten temat nie wiem, drogi Gaurango, a szczerze mówiąc wiem znacznie mniej. I dlatego w nastroju tad viddhi pranipatena, tak życzliwie przez Ciebie zasugerowanym, przeszukałem Vedabase. Z tego co rozumiem, to Najwyższy Pan wykonując jedną czynność osiąga jednocześnie wiele różnorakich celów. I dlatego poprzez wykonanie ceremonii śraddha i podróż do Gayi: ofiarował On szacunek swoim przodkom, potwierdził potrzebę przestrzegania tradycji wedyjskiej i nakazów Wed, pokazał dobry przykład zwolennikom karma-kandy, zadowolił wykonujących ceremonię śraddhy braminów i przeciął więzy materialnych przywiązań w ich sercach, odwiedził święte miejsca, okazał swoją łaskę Iszvara Puriemu, ustanowił zasady religii, jako guru całego wszechświata przyjął własnego guru, ukazując w ten sposób swe zdumiewające cechy i zagadkową naturę, oraz dał swoje towarzystwo, błogosławieństwo i łaskę wszystkim istotom, których drogi skrzyżowały się z Jego podczas tej lila. W znaczeniu do Śrimad Bhagawatam 3.20.43 Śrila Prabhupada w następujący sposób wyjaśnia znaczenie ceremonii śraddhy oraz jej powiązanie z wielbicielami Kryszny: "Śraddha jest pewnym rytuałem, którego przestrzegają osoby podążające ścieżką wytyczoną przez Vedy. Ci, którzy wierzą w religijne obrządki, mają możliwość – przez piętnaście dni każdego roku – składania ofiar duszom, które odeszły. Zatem ci ojcowie i przodkowie, którzy z powodu kaprysu natury nie mają ciała wulgarnego, potrzebnego do czerpania materialnej przyjemności, mogą, dzięki spełnianiu przez ich potomków ofiary śraddha, otrzymać je ponownie. W Indii, szczególnie w Gayi, wciąż jest szeroko rozpowszechnione składanie ofiary śraddha wraz z ofiarowaniem prasada. Ofiary spełniane są w sławnej świątyni u lotosowych stóp Visnu. Pan, dzięki Swojej łasce, uwalnia potępione dusze przodków, którzy nie mają wulgarnych ciał, ponieważ jest zadowolony ze służby oddania, jaką pełnią ich potomkowie. I ponownie obdarza ich ciałami wulgarnymi, by dać im szansę uczynienia duchowego postępu. Uwarunkowana dusza, która na nieszczęście znajduje się pod wpływem mayi, wykorzystuje darowane jej ciało do zadowalania zmysłów i zapomina, że takie postępowanie może ponownie stać się przyczyną jej powrotu do ciała niewidocznego. Lecz bhakta Pana, czyli osoba która jest w świadomości Krsny, zawsze sprawia Najwyższemu Panu przyjemność, więc nie musi spełniać żadnych rytualnych ceremonii, takich jak śraddha. Zatem ojcowie i przodkowie bhakty, którzy kiedyś mogli być w trudnej sytuacji, teraz automatycznie zostają uwolnieni. Doskonałym przykładem takiej sytuacji jest Prahlada Maharaja. Prahlada Maharaja poprosił Pana Nrsimhadevę, by wybawił jego grzesznego ojca, który wiele razy popełniał obrazy wobec lotosowych stóp Pana. A Pan odrzekł, że w rodzinie, w której rodzi się taki Vaisnava jak Prahlada, wybawiany zostaje nie tylko ojciec, ale również ojciec jego ojca – aż do czternastego pokolenia w tył. Zatem nasuwa się tu wniosek, że świadomość Krsny obejmuje wszelkie pobożne działania na rzecz rodziny, społeczeństwa i wszystkich żywych istot. Autor Caitanya-caritamrta mówi, że osoba w pełni zaznajomiona ze świadomością Krsny nie spełnia żadnych rytuałów, gdyż wie, iż jedynie dzięki służeniu Krsnie w pełnej świadomości Krsny automatycznie spełniane są wszelkie obrzędy." Pokorne pokłony do Twoich stóp drogi Prabhu! |
|
| Autor: | Brajasundari [ 21 sty 2010, o 21:26 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Purnaprajna napisał(a): Brajasundari napisał(a): W wiekszosci wypadków ludzie widuja ich (Yamadutów) jako zmarłych krewnych, swiatło czy anioły. Nie sądzę, że są to Yamaduci, bo "przebieranie się" za miłych ludzi nie jest zawarte w ich umowie o pracę. A to bardzo ciekawe... nigdy nie słyszałam o amanaya puroszy... Ale tak na zdrowy rozum- dlaczego na jednego luda miałoby przypadac ich kilku? To troche zaburza proporcje |
|
| Autor: | albert [ 22 sty 2010, o 04:32 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
Cytuj: Być może mówisz tu o amanaya purusa, co w przybliżeniu można by przetłumaczyć na "anioł stróż", którego każdy z nas posiada. W sanskrycie to: "amanava purusa". |
|
| Autor: | Purnaprajna [ 22 sty 2010, o 06:47 ] |
| Tytuł: | Re: Skąd się biorą... Yamaduci? |
albert napisał(a): W sanskrycie to: "amanava purusa". Rzeczywiście. Dziękuję za korektę. |
|
| Strona 1 z 2 | Strefa czasowa: UTC + 1 |
| Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group http://www.phpbb.com/ |
|