Nikita napisał(a):
Czytam i czytam i nie moge nic znalezc o medytacji...czyzby wyznawcy Hare Kryszna nie stosowali medytacji do wyciszania umyslu? Moim zdaniem to najlepsza metoda..
Stosują medytację (dżapa, modlitwy), ale jej celem wcale nie jest "osiągnięcie spokoju", tak, jak jest to rozumiane przez współczesnych ludzi zainteresowanych jogą i medytacją w wersji New Age. Celem, oraz środkiem do celu bhakti-jogi jest
dynamiczne służenie (angażowanie zmysłów i umysłu), aby rozwinąć transcendentalną atrakcję do Boga.
Czy myślisz, że miłość pomiędzy dwojgiem ludzi jest, zawsze była i będzie tak atrakcyjna dla całej ludzkości, która od zarania wieków jest pod wielkim wrażeniem wszelkich miłosnych opowieści i sama tego ciągle szuka i gloryfikuje, ponieważ taka miłość przynosi tzw. "spokój umysłu", a nie "szaleństwo umysłu" dla ukochanego, i bezustanny niepokój o niego, i dla niego? Zapytaj sama siebie, czy Ty w swoim prywatnym miłosnym życiu szukasz takiego właśnie typu medytacyjnego "spokoju umysłu", w sensie medytacyjnej pasywności i bierności? Czy taka sama nudna bierność ma odnosić się, do podobno ekstatycznego związku z wszechatrakcyjnym Bogiem? Siedzenie i skupianie wzroku na czubku nosa, próbując opróżnić umysł z wszelkich myśli, czyniąc go pustym naczyniem, gotowym na przyjęcie... czego? Niczego?
Tego typu medytacja dla "spokóju umysłu", jest kategoryzowana przez bhagawatów, jako, co najwyższej, mechaniczna ścieżka karmy (np. asztanga-joga), ale nigdy ścieżka bhakti, która natychmiast rozbudza i odżywia w duszy jej naturalną skłonność do działania w relacji z Kryszną, poprzez spełnianie dynamicznej ofiary dla Niego i Jego reprezentantów, nawet jeżeli częścią sadhany jest codzienna medytacja na maha-mantrze, czego produktem ubocznym może, ale wcale nie musi być "spokój umysłu" w zrozumieniu np. wyznawców New Age. Dlatego nikt z bhaktów tutaj w ogóle o tym nie wspomina, tak jak mówiąc o dobrym jedzeniu, nikt nie wspomina oddzielnie soli. To jest bowiem rzecz oczywista, która po prostu, naturalnie jest, lub stopniowo się pojawia.
Służba oddania wcale nie wymaga takiego zwodniczego "spokoju umysłu", który jest oparty na fałszywej, cielesnej tożsamości. Czy wyobrażasz sobie, że uwarunkowana dusza może kiedykolwiek i permanentnie osiągnąć "spokojny umysł" utożsamiając się głęboko z tymczasowym ciałem podlegającym narodzinom, chorobom, starości i śmierci, włączając w to także wszystko do czego jest przywiązana, w świecie, w którym wszystko ma początek i koniec? Natomiast, znając już swoją wieczną duchową tożsamość, jako sługi Kryszny, jaki jest sens pragnienia, czy mówienia o neutralnej bierności "nie-egzystencji", która postawiłaby nas, duszę w stanie biernego, impersonalnego zawieszenia pomiędzy światem duchowym i materialnym, pozbawiając ją naturalnie atrakcyjnej aktywności i interakcji, która jest składnikiem każdej miłości, tym bardziej transcendentalnej miłości do Kryszny?
Prawdziwym spokój umysłu może jedynie przynieść transcendentalna wiedza o naszej wiecznej, różnej od materialnego ciała i umysłu, duchowej tożsamości, realizacja tej tożsamości poprzez praktyczne działanie, oparte, na niczym "wyrytym w skale", bo niezawodnym, wiecznym związku duszy z Kryszną, który w procesie duchowym, stopniowo przechodzi od fazy spełniania przepisanych przez śastry obowiązków, na bazie inteligencji, aż do spontanicznej atrakcji do pełnienia służby dla Osobowej Transcendencji. Taka ciągła, świadoma Kryszny dynamiczna interakcja z energiami Kryszny - z Jego bhaktami i polem działania - prowadzi do jedynie prawdziwego poczucia bezpieczeństwa, szczęścia i satysfakcji, a więc i spokoju, stale oczyszczanego, lub też już oczyszczonego umysłu, bo widzi się rzeczy takimi jakie one w rzeczywistości są, a nie takimi, jakie sami chcemy je widzieć.
Tak szeroko reklamowana dzisiaj pasywna medytacja jest tylko jeszcze jedną sztuczką iluzorycznej energii Kryszny, dającej ludziom 15 minutową chwilę wytchnienia od biegania tu i tam, w szaleńczej pogoni za ulotnym, aby za chwilę, ponownie rzucić się w wir materialnego zadowalania zmysłów, dla własnej przyjemności w fałszywej tożsamości, co nigdy nie przynosi spokoju umysłu, a wręcz przeciwnie, zawsze zwiększa stres i niepokój, często kwestionując poczucie własnej wartości. Czy zgodziłabyś się z powyższą analizą, Nikito?